Sokół Kolbuszowa Dolna – kolebka ligowej piłki kobiecej na Podkarpaciu. W nim zaczynały trenerki reprezentacji Polski

253

20 lat temu Polska południowo-wschodnia była pustynią, jeśli chodzi o piłkę kobiecą. Teraz w województwie Podkarpackim jest kilkanaście klubów, w tym Resovia, która puka do ekstraklasy. Jest też Sokół Kolbuszowa Dolna, najstarsza funkcjonująca drużyna w regionie, istniejąca od blisko dwóch dekad.

„Kto to widział, żeby baby grały w piłkę” – takie słowa słyszał w 2003 roku Dariusz Widelak, ówczesny prezes, a dziś wiceprezes Sokoła Kolbuszowa Dolna, który postanowił wtedy, że w niewielkim miasteczku przy drodze z Rzeszowa do Mielca powstanie właśnie sekcja piłki nożnej kobiet. Aż trudno uwierzyć, że na początku XXI wieku kobiety grające w piłkę, były dla ogromnej grupy ludzi czymś wręcz nienormalnym.

Sokół Kolbuszowa Dolna w 2000 roku zgłosił do rozgrywek drużynę piłkarską mężczyzn. Zaczynali, jak wszyscy wtedy, od klasy C, po roku byli już szczebel wyżej, a trzy lata później debiutowali w klasie A, dziś są w czołówce 4 ligi podkarpackiej i zdystansowali sztandarowy dla Kolbuszowej klub Kolbuszowianka. To jednak dla działaczy było za mało.

Oprócz piłki nożnej w klubie w tamtych latach trenowano też tenis stołowy, ale…

– Chcieliśmy się czymś wyróżniać, bo takich klubów, jak nasz było dużo w okolicy. Na początku myśleliśmy o unihokeju, ale koszty, jakie musielibyśmy ponieść na starcie, były zbyt duże. Bramki, bandy, a jak nie bandy to hala. Okazało się, że na takie coś nas nie stać. Padł pomysł piłki kobiecej. Tak to się zaczęło, jesienią 2003 roku – mówi dziś Dariusz Widelak.

– Pomyśleliśmy, że 2 liga kobiet, to fajnie brzmi, można spróbować. Nigdzie dookoła nie było drużyny kobiecej w okolicy. Poszliśmy z tym pomysłem do Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, a ten pozytywnie podszedł do naszego pomysłu i obiecał pomoc. Właśnie z pomocą podkarpackiego Związku Piłki Nożnej rozpoczęliśmy nabór do drużyny. Poszły zaproszenia do miast, szkół. Najpierw zaczęły się zgłaszać pojedyncze zawodniczki, potem w Rzeszowie zawiązała się druga grupa. Pojawiały się dziewczyny z Łańcuta, Przeworska, Hermanowej, Dębicy. W Kolbuszowej zajęcia prowadził Dariusz Książek, a dziewczyny, które studiowały w Rzeszowie, trenowały z Andrzejem Szymańskim na stadionie wojskowym Podhalańczyk. Nie było łatwo, bo zdarzyło się, że trzeba było odwołać trening, gdyż jakiś generał lądował helikopterem na boisku. Z czasem drużyna przeniosła się całkiem do Kolbuszowej. W wakacje 2004 zrobiliśmy zgrupowanie, była już z nami trenerka Dorota Ślusarczyk, która była wtedy czynną zawodniczką ekstraklasowych Cisów Nałęczów, a jesienią odbył się pierwszy mecz ligowy – wspomina Widelak.

Zaczęło się od porażki 1:4 z Górnikiem Łęczna, ale już tydzień później piłkarki Sokoła cieszyły się z pierwszego punktu w starciu z Kingą Krasnystaw, a trzy tygodnie później odniosły historyczne zwycięstwo, pokonując u siebie 5:0 Hetmana Zamość. Z czasem było coraz lepiej. Do drużyny dołączały kolejne zawodniczki m.in. Katarzyna Barlewicz i Sofia Gonzales.

– Szukałam piłkarek do kadry Podkarpackiego ZPN i ktoś mi powiedział, że w Lesku jest dziewczyna, która gra z chłopakami. To była Kasia Barlewicz – mówi Dorota Ślusarczyk, pierwsza trenerka Sokoła.

– Sofia do nas trafiła, bo jej dziadek był na jednym z pierwszych naszych meczów i kiedy zobaczył, że jest tu fajna drużyna, to pochwalił się wnuczką. Już wtedy to była dziewczyna, która przerastała tę ligę – mówi prezes Widelak o Gonzales, która później grała w ekstraklasie, a obecnie reprezentuje barwy 1-ligowej Bielawianki Bielawa.

Drużyna się rozkręcała i choć był to jej debiutancki sezon, to wygrywała mecze po 7:0, 9:0 czy nawet 19:0, co sprawiło, że kolbuszowianki otarły się o baraże do 1 ligi. Zagrały w nich rok później, zapewniając sobie awans po wygranej nad Włókniarzem Zgierz. Decydującego gola strzeliła wtedy Renata Warunek.

– Nie jestem pewna czy nie pomyliłam meczów, ale tego gola to strzeliłam chyba głową – uśmiecha się mierząca ok 160 cm wzrostu Warunek. – To były wspaniałe czasy i nie mogę uwierzyć, że to już prawie 20 lat minęło. Z perspektywy czasu cieszę się, że wtedy taka inicjatywa powstała i fajnie, że w Kolbuszowej, bo miałam blisko. Niektóre dziewczyny musiały dojeżdżać i to wiele kilometrów, jak Kasia Barlewicz, aż z Leska. Dziewczyny były jednak zdeterminowane, każda z nas tak bardzo chciała grać i być na każdym treningu, że niektóre łapały „stopa”, żeby się nie spóźnić, bo akurat nie miał ich kto zawieźć lub nie było autobusu. Takie to były czasy, że nie można nas było ściągnąć z boiska. Dziś, choć przez grę w piłkę, miałam trzy razy zerwane więzadła w kolanie, to i tak dziękuję trenerowi Michałowi Frańczykowi. To on zaszczepił w nas miłość do piłki nożnej jeszcze w szkole podstawowej.

Na poziomie 1 ligi Sokół grał przez dwa lata, potem spadł do 2 ligi. Z funkcji trenera zrezygnował Ryszard Zieliński, który wcześniej zastąpił na tym stanowisku Dorotę Ślusarczyk. Nowym trenerem został Ryszard Mokrzycki, z którym piłkarki w 2014 roku ponownie awansowały do 1 ligi. Na zapleczu ekstraklasy „Sokółki” wytrwały do 2020 roku. Spadły, gdyż sezon przerwano po rundzie jesiennej, przez pandemię, a dodatkowo dokonano planowanej reformy rozgrywek wg, której z dwóch grup 1 ligi powstała jedna, a w takich okolicznościach do 2 ligi zdegradowano połowę zespołów.

Już wtedy Sokół nie był rodzynkiem na Podkarpaciu. Pojawiły się: Grodziszczanka Grodzisko Dolne, Resovia, DAP Dębica. W sezonie 2013/14 po raz pierwszy wystartowała 3 liga podkarpacka kobiet, w której znalazło 5 drużyn: DAP Dębica, Motor Przemysl, Resovia II, San Gorzyce i Aquila Stalowa Wola, która z roku na rok rosła, zgłaszały się kolejne kluby. W sezonie 2017/18 3 liga podkarpacka liczyła już 10 drużyn, grały w niej kluby z Jarosławia, Pysznicy, Gnojnicy, Boguchwały, Grodziska Dolnego, Stalowej Woli, Leska, Tuchli czy rezerwy Resovii i Sokoła Kolbuszowa Dolna. Dodatkowo w 2 lidze grały podkarpackie: GKS Majdan Sieniawski i DAP Dębica, a wyżej wspomniany Sokół i Resovia.

– Na początku mogliśmy ściągać zawodniczki z całego województwa, bo byliśmy jedyni w lidze – mówi Ryszard Mokrzycki, obecny trener Sokoła, który z przerwami z drużynami dziewcząt w tym klubie jest ponad piętnaście lat. – Z czasem tych klubów było coraz więcej i o piłkarki było coraz trudniej. Resovia była coraz mocniejsza i wiele dziewczyn tam od nas trafiło, bo studiowały w Rzeszowie i było im bliżej. Mogę się jednak pochwalić, że dopóki byłem w Sokole, to z Resovią nie przegraliśmy.

Próbę czasu Sokół przeszedł, gdy pojawiła się pandemia COViD-19. Treningi zawieszono, a dodatkowo przez reorganizację rozgrywek drużyna spadła z 1 ligi.

– Kryzys przyszedł jeszcze przed pandemią, zaczęły się problemy z naborem do drużyn młodzieżowych, w szkołach nie było chętnych, rodzice też nie pomagali. Mieliśmy jednak fajną drużynę juniorek, ale zakaz treningów podczas pandemii sprawił, że zespół się rozpadł. Gdy wszystko zaczęło wracać do normy w kwestii COViD to już drużyny juniorek nie było – mówi Dariusz Widelak.

Sokół pod wodzą trenera Tomasza Grabca przetrwał trudne czasy i nadal gra w 2 lidze. Trenerem ponownie jest Ryszard Mokrzycki, który po 3,5 roku powrócił do drużyny.

– Wróciłem, chciałem pomóc, ale też wymagam – mówi R. Mokrzycki. – Rozmawiałem z dziewczynami, powiedziałem, że muszą na siebie wziąć część odpowiedzialności, bo sam tego nie ogarnę. Udało się nam zbudować drużynę, choć nie było to łatwe. Nie ma pieniędzy, które możemy zaoferować dziewczynom, musimy opierać się na innych wartościach. Dziewczyny mówią, że w zespole jest fajna atmosfera i chyba rzeczywiście tak jest, bo namawiają koleżanki. Niestety zimą odeszło nam część zawodniczek, na szczęście udało się nawiązać współpracę z Heiro i niektóre zawodniczki z futsalu grają u nas na trawie. Dzięki temu zyskaliśmy m.in. nową bramkarkę, bo poprzednia wyjechała. Jak w każdej grupie są dziewczyny, które są oddane i poświęcają się, ale część oczywiście podchodzi bardziej lekko. Jak jest dużo zawodniczek, to świat się nie wali, ale gdy grupa się kurczy, to jest trudniej. Powtarzam dziewczynom, że zawsze jestem do dyspozycji, ale musicie się nawzajem szanować i mieć świadomość, że jak, któraś sobie odpuści mecz, bo chce gdzieś pojechać, to jej koleżanka musi np. zagrać z kontuzją. Myślę, że one to zrozumiały.

Jakie są perspektywy Sokoła na przyszłość?

– Będziemy chcieli kontynuować to, co zaczęliśmy prawie 20 lat temu, ale z roku na rok jest coraz trudniej. Dotacje z gminy są obcinane, a sponsora do drużyny kobiecej jest trudno znaleźć. Siłą rzeczy musimy to jakoś ekonomicznie organizować. Jest grupa ludzi, która nas wspiera, ale dziewczyny grają za darmo, jak któraś potrzebuje, to staramy się zwrócić za dojazdy, ale nic poza tym. Wszyscy wiemy, że ceny poszły w górę, a dotację niestety w dół – wylicza prezes Sokoła.

– Mimo to mamy powody do dumy. Wiele dziewczyn, które u nas zaczynało, potem występowało w dobrych ekstraklasowych drużynach. Pewnie gdyby je wyliczył, to byłaby z tego niezła drużyna. Kasia Barlewicz, która dziś jest trenerką reprezentacji Polski U-19, zaczynała u nas, podobnie Ewelina Prokop, asystentka trenera Marcina Kasprowicza w U-17. Zaczynały u nas Justyna Maziarz, Dorota Wilk, Renata Warunek, Renata Luberda, Patrycja Rżany, Ania Puk, Sofia Gonzalez, Marysia Zbyrad i wiele innych, trafiło do drużyn z ekstraklasy. Kilka z nich grało w młodzieżowych reprezentacjach Polski. W pewnym momencie mieliśmy dwie drużyny w lidze seniorek i trzy młodzieżowe. Wszyscy dziwili się, skąd mamy tyle dziewczyn. Andrzej Strejlau podczas jednego turnieju w Sanoku, powiedział że w Warszawie nie mają tyle piłkarek, co u nas.

– Cieszę się, że trafiłam wtedy do tej drużyny. Gdyby nie to, to nie byłoby tych fajnych meczów, nie byłoby integracji „Pod Palmami” (bar w Kolbuszowej Dolnej – przyp. autor), choć naszych palm już tam nie ma. Z niektórymi zawodniczkami jednak utrzymujemy kontakt. Z Eweliną Prokop, z którą grałyśmy w Sosnowcu, z Patrycja Rżany, bo potem grałyśmy w Żywcu, z Ania Żak – mówi Renata Warunek. – Jak kilka miesięcy temu byłam na meczu w Kolbuszowej, to wciąż pamiętam wielu kibiców, choć już od lat mieszkam w Krakowie. Nie gram już, po tym jak rozpadł się Mitech Żywiec, a ja po raz trzeci zerwałam więzadła w tym samym kolanie, przestałam grać. Prezes z trenerem namawiali mnie, żebym wróciła do Kolbuszowej i prawie im się udało, ale po tych kontuzjach i długiej przerwie, byłoby mi trudno. Niemniej jednak trzymam kciuki za Sokoła – dodała piłkarka.

Sokół obecny sezon kończy w środku tabeli 2 ligi. Oprócz seniorek w klubie jest drużyna młodziczek i orliczek, od roku działa też w Kolbuszowej SMS prowadzony przez byłego trenera Sokoła Tomasza Grabca, gdzie trenerką jest inna była piłkarka tego klubu, Monika Nosal. Na razie to tylko pierwsza klasa szkoły podstawowej, ale od września, będzie już dwie.

– Trzeba będzie trochę poczekać, aż te dziewczynki zasilą nasz zespół, ale daje to nam pewne perspektywy na przyszłość – dodał Widelak.

Sokół Kolbuszowa Dolna zapoczątkował bardzo dobry okres dla piłki kobiecej na Podkarpaciu, ale nie był tak zupełnie pierwszym klubem z tego regionu, który grał w lidze kobiecej. W latach 90-tych występował bowiem Jarlan Jarosław, finansowany przez lokalne zakłady dziewiarskie, który jednak nie przetrwał. Na szczęście Sokół mimo trudnych czasów, trzyma się dzielnie.