Od C-klasy do reprezentacji. Skąd się wziął selekcjoner Marcin Włodarski?

304
Fot. Cyfrasport

Źródło: Łączy Nas Piłka

W piątek rozpoczęło się zgrupowanie reprezentacji Polski U-17 przed mistrzostwami Europy. W ostatnich miesiącach o kadrze zrobiło się głośno, komplementowano jej styl, a selekcjonera zapraszano do popularnych programów w telewizji i internecie. Mimo to wielu kibiców wciąż zadaje sobie pytanie: „kim jest i skąd się wziął Marcin Włodarski?”.

Jeśli urzekła was historia Marka Papszuna, przebijającego się od najniższych klas rozgrywkowych do mistrzostwa Polski, to droga, którą podąża Marcin Włodarski również przypadnie wam do gustu. On też nie był wybitnym piłkarzem, też zaczynał od pracy w najniższej klasie rozgrywkowej i też nie dostał niczego za darmo. To dzięki swojej determinacji, konsekwencji i stale rozszerzanym kompetencjom półtora roku temu przejął po Marcinie Dornie kadrę Polski rocznika 2006, którą za kilka dni poprowadzi w mistrzostwach Europy. Najważniejszym turnieju swojego dotychczasowego życia.

Jako zawodnik Włodarski szybko dotarł na czwarty poziom rozgrywkowy w kraju i na lata się w nim zadomowił. Apetyt miał jednak większy. Po ukończeniu szkoły podstawowej niespełna 15-letni Marcin, wyróżniający się lewy obrońca młodzieżowych drużyn Karpat Krosno, chcąc dalej rozwijać się jako piłkarz, postanowił kontynuować naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego. W tamtych czasach, czyli drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, nie miał zbyt wielkiego wyboru. W całym kraju funkcjonowały zaledwie cztery takie ośrodki. Wszystkie państwowe, bo o prywatnych nikt wówczas jeszcze nie myślał. Nastolatek zdecydował się na ten, który był najbliżej jego rodzinnego domu – w oddalonym o ponad 150 kilometrów od Krosna Krakowie. Teraz trzeba było jeszcze zdać testy sprawnościowe i okazać się lepszym od setek innych kandydatów. Utalentowany i sprawny fizycznie Włodarski nie miał z tym większego problemu. 

We wrześniu 1997 roku krośnianin rozpoczął naukę w nowym mieście, gdzie szybko znalazł sobie klub. Trafił do młodzieżowej drużyny Cracovii, a jednocześnie w ciągu dnia trenował ze szkolną klasą o profilu piłkarskim. To w niej poznał Dariusza Kołodzieja, późniejszego piłkarza Podbeskidzia Bielsko-Biała, a obecnie… swojego asystenta w reprezentacji. 

Włodarski już jako nastolatek był niezwykle świadomym zawodnikiem. Dlatego jak najszybciej chciał zacząć grać z seniorami. W trzecioligowej Cracovii perspektywy na to miał raczej marne, więc przeniósł się o poziom niżej – do Wawelu. W nowym klubie w wieku 16 lat zadebiutował w czwartej lidze i grał w niej aż do zakończenia nauki w liceum. Wtedy przeprowadził się do Poznania, dostał się na tamtejszą Akademię Wychowania Fizycznego i rozpoczął treningi z pierwszym zespołem Lecha. Była jesień 2001 roku, a prowadzony przez Bogusława Baniaka „Kolejorz” w składzie z Pawłem Wojtalą, Mariuszem Mowlikiem czy Bartoszem Ślusarskim deklasował drugoligowych rywali, mknąc z powrotem do krajowej elity. Mimo olbrzymiej przewagi w tabeli 19-letni Włodarski nie doczekał się debiutu w pierwszej drużynie i musiał zadowolić się regularnymi występami w czwartoligowych rezerwach. – Kiedy zdałem sobie sprawę, że ciężko będzie mi się przebić, podjąłem decyzję o powrocie na Podkarpacie. Po roku studiów przeniosłem się na Uniwersytet Rzeszowski, a klub znalazłem niecałe 50 kilometrów od domu, w Gorlicach – wspomina „Włodar”. 

Nowy klub Włodarskiego – Glinik – występował wówczas w czwartej lidze. To były czasy przed ogólnopolską reformą rozgrywek, w których czwarta liga faktycznie była czwartym poziomem rozgrywkowym. W Gorlicach plany były ambitne. Drużynę prowadził 7-krotny reprezentant Polski Juliusz Kruszankin, a finansowanie zapewniał hojny sponsor. Mimo to w sezonie 2002/03 awansu nie udało się wywalczyć, a Włodarski opuścił Glinik i kolejny sezon spędził w Krośniance Krosno. W ciągu następnych kilkunastu miesięcy aż czterokrotnie zmieniał kluby: jesienią 2004 roku występował w Błękitnych Ropczyce, wiosną 2005 w Tomasovii Tomaszów Lubelski, a po letniej przerwie był już piłkarzem Nafty Jedlicze. Z kolei zimą trafił do Galicji Cisna, klubu, który w przeciwieństwie do pozostałych wymienionych rywalizował na poziomie klasy okręgowej. Włodarski zrobił krok w tył, by kilka miesięcy później powrócić do czwartej ligi już z nową drużyną. Po awansie spędził w Galicji jeszcze jedną rundę, a na początku 2007 roku wrócił do Krosna. – Częste zmiany klubów w tamtym okresie były związane z tym, że na Podkarpaciu nie było klubu, który zapewniałby stabilizację, już nie tyle finansową, co organizacyjną. To był słaby czas dla klubów piłkarskich w naszym regionie, dlatego dość długo szukałem swojego miejsca – wyjaśnia 40-letni dziś trener.

Okazało się, że to miejsce cały czas było kilka kilometrów od jego domu. Włodarski ukończył studia i zakotwiczył w Karpatach. Znalazł też pracę – od poniedziałku do piątku od szóstej rano przez osiem godzin rozładowywał TIR-y na terenie huty szkła. Potem jadł obiad, przebierał się i ruszał na trening. Już w pierwszej rundzie swojego pobytu w Karpatach – wiosną 2007 roku – ofensywnie usposobiony lewy obrońca przyczynił się do awansu drużyny do czwartej ligi. Od sezonu 2008/09, pierwszego po reformie rozgrywek, krośnieński klub znalazł się w nowej trzeciej lidze, gdzie radził sobie przyzwoicie, również dzięki bramkom zdobywanym przez „Włodara”. W całej jego karierze nie było sezonu, w którym nie strzeliłby przynajmniej dwóch goli i nie zanotowałby asysty. Do miana lokalnej legendy urósł zwłaszcza jego mecz przeciwko Ładzie Biłgoraj z 30 maja 2009 roku.

– Nasz trener zdecydował się tego dnia na system taktyczny bez lewego pomocnika. Stwierdził, że w ten sposób zrobi mi miejsce do ofensywnych rajdów. Tyle że w 30. minucie przegrywaliśmy 0:1, a przeciwnicy raz za razem „jechali” moją stroną. Trudno, żeby było inaczej, skoro mieli sytuację dwóch na jednego. Widząc to trener wysłał na rozgrzewkę zawodnika na moją pozycję. Chciał mnie zmienić. Przyszła 40. minuta, gdy ten rozgrzany już i gotowy do wejścia zawodnik zasugerował, by dać mi czas do przerwy. Tuż przed nią strzeliłem gola na 1:1 – opowiada Włodarski, który w ten sposób odsunął od siebie widmo zmiany. – W przerwie dostałem od trenera obietnicę, że jeśli w drugiej połowie strzelę jeszcze dwa gole, to w następnym meczu da mi zagrać w ataku. Powiedziałem „sprawdzam” i skompletowałem hat-tricka, jednak tydzień później okazało się, że trener nie zamierza dotrzymać słowa.

Stadion w Biłgoraju wybitnie pasował Włodarskiemu, bo półtora roku później przewrotką strzelił na nim swojego najpiękniejszego gola w karierze. To było spotkanie przeciwko drużynie Olender Sól, która domowe mecze rozgrywała właśnie w Biłgoraju. Koledzy szybko zaczęli sobie żartować, że gdyby wszystkie spotkania Karpat odbywały się na tym boisku, to Włodarski byłbym królem strzelców ligi.

– Marcin był bardzo ofensywnym lewym obrońcą. Miał świetne dośrodkowanie w pełnym biegu i soczyste uderzenie. To wysoki facet, więc przy stałych fragmentach gry również potrafił tworzyć zagrożenie. Poza boiskiem dobry duch drużyny, motywujący i wspierający w cięższych chwilach. To cechy dobrego trenera, którym „Włodar” już wtedy był – uważa Jakub Popielarz, kolega Włodarskiego z Karpat, a obecnie dyrektor akademii Cracovii.

Trenerska kariera Włodarskiego rozpoczęła się po powrocie do Krosna, czyli w 2007 roku. Klubowi działacze szukali wśród zawodników osób z predyspozycjami do prowadzenia zajęć dla dzieci i młodzieży. Objęcie najmłodszego zespołu, dla chłopców z rocznika 1996 i młodszych, zaproponowali Włodarskiemu. Piłkarz, pracownik huty szkła, a od teraz także dziecięcy trener – 25-latek nie narzekał na brak zajęć, a jednak, by jeszcze trochę dorobić, zaczął prowadzić również seniorskie drużyny piłkarskie. Pracował m.in. w GKS-ie Krościenko Wyżne-Pustyny czy LKS-ie Moderówka, z którym awansował do klasy B. – Już wtedy byłem selekcjonerem, bo spośród kilkunastu chłopaków po piątkowej czy sobotniej imprezie musiałem wybrać tych najbardziej gotowych do gry – śmieje się Włodarski, choć wówczas do śmiechu mu nie było. C-klasa czy reprezentacja Polski, u niego zawsze trzeba dawać z siebie 100 procent.

Po kilku latach Włodarski został w Karpatach asystentem trenera Bronisława Niżnika, a w maju 2013 roku wciąż będąc czynnym zawodnikiem przejął drużynę jako pierwszy trener po Tomaszu Wacku. Kilka tygodni wystarczyło krośnianinowi do stwierdzenia, że seniorski futbol nie jest dla niego. We wrześniu zagrał w pożegnalnym meczu przeciwko Piastowi Gliwice. Sezon 2013/14 spędził jako grający trener Nafty Jedlicze w lidze okręgowej. – To był koniec mojej przygody zawodniczej. Do Jedlicza poszedłem w celach rekreacyjnych. Chciałem oczywiście pomóc drużynie, ale skupiałem się głównie na pracy z młodzieżą w Karpatach – przyznaje Włodarski. W krośnieńskim klubie prowadził m.in. Kamila Piątkowskiego (reprezentanta Polski), Karola Knapa (obecnie zawodnika Cracovii) czy Sylwestra Lusjusza, który w barwach „Pasów” rozegrał 60 spotkań na poziomie ekstraklasy.

Pracując z młodymi zawodnikami Włodarski kształtował ich jako piłkarzy, a przy okazji sam rozwijał się jako trener, wierząc, że konsekwentna i ciężka praca w przyszłości przyniesie efekty. Pewnego razu na turniej do Krosna przyjechał trener Bartłomiej Zalewski, prowadzący ówcześnie kadrę Polski rocznika 1998. Warsztat pracy Włodarskiego wywarł na nim na tyle pozytywne wrażenie, że kilka miesięcy później zaproponował w PZPN-ie zaproszenie trenera z Krosna do sztabu na pierwsze w historii zgrupowanie Letniej Akademii Młodych Orłów w 2014 roku. To była szansa, której Włodarski już nie wypuścił. Od tego czasu jego kariera trenerska nabrała rozpędu. Jesienią objął stanowisko trenera koordynatora rzeszowskiego oddziału stacjonarnej AMO. Wciąż trenował też drużynę Karpat w Centralnej Lidze Juniorów i prowadził zajęcia w Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży. Dziennie prowadził niekiedy nawet pięć treningów.

Jako koordynator Akademii Młodych Orłów Włodarski wystawiał drużyny w różnych turniejach, w tym w Pucharze Tymbarku. – To właśnie przy okazji jednego z turniejów go poznałam. Pamiętam to jak dziś: 2017 rok, finał województwa podkarpackiego w Stalowej Woli. Wszystko dopięte na ostatni guzik, drużyny na miejscu prawie w komplecie. Prawie. Brakowało tylko jednej, ale i tak nie mogliśmy rozpocząć zmagań. Byłam wściekła, zwłaszcza że trener tego spóźnionego zespołu nie odbierał ode mnie telefonu. To był mój drugi miesiąc w pracy, więc nie miałam pojęcia, kim jest i jaką pełni funkcję. Kiedy wreszcie zjawił się na miejscu, nie kryłam złości i dość stanowczo przekazałam mu, co myślę o takim zachowaniu. Nie odpowiedział. Przekazał tylko dokumenty i nieco przygaszony udał się do swojego zespołu – mówi Paulina Konarzewska, koordynatorka projektów AMO. Tym trenerem był oczywiście Marcin Włodarski. – Później, już w trakcie rozgrywek, obserwowałam go i zauważyłam, jakie ma podejście do dzieci. Zaimponował mi wtedy. Na spokojnie udzielał chłopcom wskazówek. Nie liczył się dla niego wynik, choć siłą rzeczy ten sam przyszedł. Drużyny Marcina i Maćka Marczydło wygrały finały w kategoriach do lat 8 oraz 10.

Finały wojewódzkie turnieju odbywały się wczesną wiosną, z kolei latem Polska organizowała mistrzostwa Europy do lat 21. Włodarski robił wszystko, by znaleźć się w sztabie Marcina Dorny (u którego wcześniej odbywał staż trenerski) na ten turniej. Zależało mu, aby z bliska zobaczyć, jak wyglądają takie rozgrywki i jak w ich trakcie funkcjonuje reprezentacja. – Sztab był bardzo rozbudowany, więc musiałem mu odmówić. Ten się jednak nie zraził i postanowił spróbować inaczej. Zapytał, czy na czas zgrupowania przed turniejem w Arłamowie może zostać pomocnikiem kierownika Stanisława Baczyńskiego. Powiedziałem mu: „Włodar, ty jesteś trenerem. Jak to sobie wyobrażasz?”. Dałby się zabić, żeby tam z nami być. To fantastyczny przykład jego determinacji w dążeniu do osiągnięcia celu. Ugiąłem się i w ten sposób Marcin Włodarski został kitmanem, tylko po to, żeby być przy drużynie – wspomina dyrektor sportowy PZPN Marcin Dorna. – Do dziś jestem wdzięczny Marcinowi, że się na to zgodził. Oczywiście pomagałem kierownikowi Baczyńskiemu przy sprzęcie, ale miałem też okazję robić to, co lubię najbardziej, czyli pracować na boisku. Minęło już sześć lat, a mimo to z kilku rzeczy, których wtedy doświadczyłem, skorzystamy też na tegorocznym EURO – zapowiada Włodarski.

Przez kolejne sezony Włodarski zbierał doświadczenia z pracy przy reprezentacjach. Najpierw w sezonie 2017/18 do swojego sztabu przy roczniku 2001 włączył go Zalewski, a gdy kadrę tę przejął Wojciech Tomaszewski (2018/19), krośnianin pozostał jego asystentem. W międzyczasie Włodarski po czterech latach przestał pełnić funkcję koordynatora rzeszowskiej AMO, obejmując stanowisko skauta makroregionalnego PZPN na Polskę południowo-wschodnią. W sezonie 2019/20 dołączył do sztabu Dorny w roli analityka przy reprezentacji rocznika 2003. Potem nastał czas pandemii i wszystkie kadry zostały uziemione. Nie odbywały się mecze ani zgrupowania, a skauting można było prowadzić wyłącznie w oparciu o analizy archiwalnych materiałów wideo. Kiedy wszystko wróciło do normy, na początku sezonu 2021/22 Włodarski znalazł się w sztabie Dorny w reprezentacji U-16, czyli chłopców z rocznika 2006. W październiku 2021 roku kadra rozegrała swój pierwszy międzypaństwowy dwumecz, a przeciwnikiem biało-czerwonych była Litwa. „Włodar” był jeszcze wtedy asystentem, ale już miesiąc później, podczas dwumeczu ze Słowenią, pełnił obowiązki pierwszego trenera. Wszystko dlatego, że Dorna objął stanowisko dyrektora sportowego federacji. W styczniu 2022 roku Marcin Włodarski oficjalnie został ogłoszony nowym selekcjonerem reprezentacji Polski rocznika 2006 i automatycznie przestał być skautem. Od tego momentu miał się skupić już tylko na pracy ze swoją kadrą.

Nowy trener reprezentacji od początku miał na nią konkretny pomysł, spójny z filozofią federacji. Jego drużyna ma grać ofensywnie, dominować nad rywalami i doprowadzać do wielu sytuacji jeden na jednego. W jej słowniku nie ma pojęcia „bronienie”, które zostało wyparte przez „atakowanie bez piłki”. Reprezentacja gra wysokim pressingiem i nierzadko to napastnicy pokonują w trakcie meczów największe dystanse. – Obecny model gry zrodził się w mojej głowie, kiedy prowadziłem rocznik 2001 Karpat w Centralnej Lidze Juniorów. Grając z lepszymi przeciwnikami zauważyłem, że gdy podchodzimy do nich wysoko, to oni nie są w stanie rozgrywać piłki. Słabszej drużynie możesz dać grać, bo sama się pomyli. Jeśli pozwolisz na to mocniejszej ekipie, a ona złapie swój rytm, to cię zmiażdży – tłumaczy Włodarski. – Grając w ten sposób zawodnicy dynamiczniej się rozwijają. Jeśli bowiem chcesz wymagać takiego stylu w meczu, to musisz też tak trenować. Dzięki temu robi się dużo bardziej intensywnie. Zawodnicy znajdujący się przy piłce grają pod presją, a ich rywale muszą tę presję wywierać – intensywność rodzi się samoczynnie. Z kolei pracując już w reprezentacjach młodzieżowych zauważyliśmy, że kiedy przegrywaliśmy i nie mieliśmy nic do stracenia, wychodziliśmy do rywali wyżej i wyglądaliśmy dużo lepiej. Potrafiliśmy strzelać gole i przejmować kontrolę nad meczami. Pomyśleliśmy wtedy: „dlaczego nie grać tak od początku meczów?”.

Efektem takiej gry były wysokie zwycięstwa (5:0) w meczach z Anglią i Belgią oraz awans na mistrzostwa Europy. To po tych wydarzeniach o kadrze Włodarskiego i samym selekcjonerze zrobiło się nieco głośniej. Zaproszenia do popularnych programów telewizyjnych, coraz liczniejsze wywiady i ogrom pozytywnych komentarzy w żaden sposób nie zmieniły trenera. – To bardzo prawdziwy, szczery facet. Jest niezwykle pracowity, pokonuje tysiące kilometrów miesięcznie, by obserwować kandydatów do gry w kadrze. Dotarł do posady selekcjonera, zaczynając na dobrą sprawę od wolontariatu. Teraz staje przed największym wyzwaniem w dotychczasowej karierze trenerskiej – podkreśla Bartosz Łuczak, który w sztabie reprezentacji U-17 pełni rolę kierownika.

Na pracowitość „Włodara” zwraca uwagę każda osoba, z którą się o nim rozmawia. – Od kiedy poznaliśmy Marcina i zobaczyliśmy, jak pracuje, wiedzieliśmy, że gdy tylko przyjedzie na zgrupowanie AMO czy Talent Pro, to robota będzie wykonana perfekcyjnie – nie ma wątpliwości Dorna. – Na tegoroczną Zimową Akademię Młodych Orłów Marcin przyjechał specjalnie tuż przed turniejem swojej reprezentacji w Hiszpanii. Wyrobił się tylko na dwa dni, ale i tak chciał wziąć udział w zgrupowaniu – dodaje Konarzewska. Jej zdaniem postawa trenera Włodarskiego jest zaprzeczeniem budowania autorytetu w oparciu o wywyższanie się i wykorzystywanie swojej pozycji: – Jest pomocny, zawsze służy radą, doświadczeniem i wiedzą piłkarską oraz okołopiłkarską. Ma otwartą głowę. Mając go w sztabie, zawsze czuję się pewniej. Wiem, że mam kogoś, z kim na koniec zawsze się dogadam, mimo że czasem mamy różne zdanie. Marcin jest wyjątkowy, bo budzi sympatię, a jednocześnie szacunek.