Zaczynała w Lesku na podwórku. Dziś prowadzi reprezentację Polski i uczy się od najlepszych na świecie

57

Katarzyna Barlewicz, trener reprezentacji Polski kobiet do lat 19, to jedna z najbardziej uznanych trenerek piłki nożnej w Polsce. Jest uczestnikiem prestiżowego programu mentorskiego UEFA. Jej przygoda z piłką zaczęła się na podwórku w Lesku na Podkarpaciu.

Na początku kwietnia kadra prowadzona przez trenerkę zawitała bliżej jej rodzinnych stron. W Stalowej Woli i Boguchwale odbyły się bowiem kwalifikacje do mistrzostw Europy. Polki mierzyły się z Czechami, Szwajcarią i Serbią, zanotowały zwycięstwo, remis i porażkę i choć były bardzo blisko awansu, to ostatecznie musiały się pogodzić z tym, że na Euro pojedzie inny z wymienionych zespołów. Dla samej pani Katarzyny był to również sentymentalny turniej, o czym kilka razy wspomniała w rozmowach. Dla nas zaś to była okazja, żeby nieco przypomnieć korzenie Barlewicz, która jako nastolatka wyjechała z Podkarpacia, by robić karierę piłkarską, a obecnie również trenerską.

Jak to się zaczęło?

– Myślę, że historia podobna, jak u wielu piłkarek. Podwórko, brat i jego koledzy. U nas nie było koleżanek, z którymi mogłabym, coś porobić, bawić się, więc została nam piłka nożna. Warunki? Jak to w tamtych czasach, betonowe boisko przy szkole i tam spędzałam, tak naprawdę, większość czasu popołudniami po szkole. Potem był etap Sanowi Lesko, czyli dalej funkcjonowanie w grupie z chłopakami, bo oczywiście drużyny dziewczęcej wtedy nie było. W którymś momencie przyszedł czas na podjęcie decyzji. Czy dalej piłka nożna? Czy dalej idę w tym kierunku? Czy szukać gdzieś poważnej drużyny kobiecej? Czy jednak zostać w Lesku i grać gdzieś w lidze podwórkowej, tylko amatorsko z chłopakami. Podjęłam decyzję, że ta piłka jest dla mnie ważna i to była decyzja o wyjeździe i spróbowaniu czegoś więcej – mówi trenerka.

Barlewicz trafiła do kadry województwa Podkarpackiego prowadzonej przez grającą wówczas w ekstraklasowych Cisach Nałęczów Dorotę Ślusarczyk.

– Po studiach przejęłam kadrę Podkarpackiego ZPN U-13 dziewcząt. Ktoś powiedział mi, że w Lesku jest dziewczyna, co gra z chłopakami i tak do nas trafiła. Ja zresztą też tak zaczynałam, wtedy nie było drużyn, to nie było łatwo znaleźć dziewczynki do gry. Zdobyłyśmy wtedy brąz mistrzostw Polski, a Kasia była jedną z najlepszych zawodniczek – mówi Dorota Ślusarczyk, która była jednocześnie trenerką jedynej w województwie podkarpackim ligowej drużyny Sokoła Kolbuszowa Dolna.

Już na pierwszych treningach Sokoła Barlewicz zachwyciła wszystkich i w krótkim czasie znalazła się w drużynie Sokoła, gdzie choć była jedną z najmłodszych, stała się czołową zawodniczką. Drużyna kobieca Sokoła istniała zaledwie kilka miesięcy i występowała w rozgrywkach 2 ligi.

– Uczyliśmy się wtedy wszystkiego, od początku. Kiedy zobaczyliśmy Kasię, której umiejętności i styl były ponadprzeciętne, zwróciliśmy na nią uwagę. Przecieraliśmy oczy, gdy jak uderzyła w poprzeczkę, to aż bramka się trzęsła. Podziwiam upór jej i jej rodziców. Z Leska do Kolbuszowej jedzie się ponad dwie godziny, a oni za każdym razem ją przywozili na mecze i odbierali – mówi Dariusz Widelak, prezes Sokoła Kolbuszowa Dolna, a także przewodniczący Wydziału Piłki Kobiecej Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej.

Po Sokole Barlewicz trafiła do Cisów Nałęczów i grała w drużynie m.in. z Dorotą Ślusarczyk. W Nałęczowie jednak przydarzyła się jej poważna kontuzja. Zerwała więzadła w kolanie i wróciła do Kolbuszowej Dolnej, gdzie po rekonwalescencji ponownie założyła trykot Sokoła.

– Kasia robiła różnicę w jakości naszej drużyny. Wyróżniała się w lidze i w mistrzostwach Polski U-19, gdzie wypatrzyli ją trenerzy i wiadomo było, że długo u nas nie zostanie, choć pamiętam, że rodzice, których wspominam bardzo miło, nie chcieli, żeby daleko wyjeżdżała – dodaje Widelak.

Barlewicz jednak trafiła do AZS-u Wrocław, gdzie nieco wcześniej została wytransferowana inna była liderka Sokoła Sofia Gonzalez. Pani Kasia z powodzeniem występowała w barwach akademiczek, grała też w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Potem była też zawodniczką Pogoni Szczecin i Zagłębia Lubin, międzyczasie szkoląc się do roli trenera.

– Trochę pokrążyłam po świecie, grałam w kilku klubach i myślę, że to były dobre lekcje dla mnie piłkarskie, które wiele mnie nauczyły i pokazały jakim trenerem jakim trenerem chcę być i co chcę w tej piłce osiągnąć, jak pracować – wylicza Barlewicz, ale zaznacza, że od czasu do czasu powraca w rodzinne strony. – Jak przyjeżdżam na Podkarpacie, to oczywiście do Leska. Tam jest mój rodzinny dom, więc tam się pojawiam. Bardzo lubię tam powracać i cieszę się, że teraz już Sanovia Lesko ma nie tylko drużyny męskie, ale jest też dobra dziewczęca drużyna, która gra w lidze. To bardzo fajna sytuacja, że piłka kobieca się rozwija nawet w tych małych miasteczkach, gdzieś na końcu Polski. To, co jest w Lesku, to efekt pracy wielu ludzi z tego miasta, którzy widzą potencjał w tym i chcieli stworzyć warunki dla dziewczyn, które chciały grać w piłkę, żeby mogły to realizować właśnie w tym klubie, a ja im bardzo gorąco kibicuję.

Kiedy u Katarzyny Barlewicz pojawiła się myśl o zmianie roli z piłkarki na trenerkę?

– Myślę, że to była końcówka mojej przygody z piłką nożną, jako zawodniczki. Sądzę, że to we mnie kiełkowało i dochodziłam do takiej myśli, że pora być po drugiej stronie sterów i zacząć coś zmieniać. Czułam, że to taka wewnętrzna misja, żeby coś pokazać, coś stworzyć, stworzyć warunki kolejnym pokoleniom piłkarek w Polsce. Do rozwoju – mówi bohaterka tego artykułu.

Dziś była piłkarka z Leska, jest jedną z najbardziej docenianych trenerek w naszym kraju. Do niedawna była asystentką Niny Patalon w kadrze U-19, ale gdy rok temu ta ostatnia została selekcjonerką pierwszej reprezentacji, jej miejsce w drużynie młodzieżowej zajęła właśnie Barlewicz.

– Na pewno ma ogromna wiedzę taktyczną, to będzie odważne stwierdzenie, ale uważam, że nie ma w Europie tak dobrze poukładanego pod względem taktyki sztabu, jak nasz. Ja cenię trenerkę za szczerość i bezpośredniość. Zawsze z nią można porozmawiać otwarcie, a jej dobrą komunikację z zawodniczkami uważam za duży atut – mówi Katja Skupień, piłkarka Górnika Łęczna i reprezentacji Polski U-19.

Trenerski talent 33-latki został doceniony również przez międzynarodowe federacje. Znalazła się m.in. w gronie 20 zawodniczek z całego świata, które zostały wybrane do elitarnego Programu Mentorskiego FIFA na lata 2022-23. Barlewicz trafiła pod skrzydła Beverly Priestman, Brytyjki, która w 2021 roku doprowadziła reprezentację Kanady do złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

– Na pewno jest to dużo wyróżnienie, bo tylko dwadzieścia trenerek z całego świata uczestniczy w tym programie. Dodatkowo dostałam trenerkę reprezentacji Kanady, więc to jest naprawdę duża rzecz, móc funkcjonować i widzieć, jak ta reprezentacja pracuje, jak Bev pracuje, móc z nią wymieniać się doświadczeniami, czasem nawet zadać, nazwijmy to, głupie pytanie, na które znajdzie się odpowiedź. To jest coś, co na pewno mnie rozwija i coś, co pokazuje, że czasem w małych prostych rzeczach, na które my nie zwracamy uwagi na co dzień, można osiągnąć duży sukces. Coś co ja wyniosłam i co myślę, że jest ważne też dla naszej reprezentacji, to jest taki luz i taki spokój, że te zawodniczki, kiedy z nich ściągniemy tę presję i damy im możliwość gry w piłkę nożną, to one nam się w stu procentach odwdzięczą. To się zaczyna od małych rzeczy, które potem widać w naszych treningach i meczach. Małe rzeczy decydują czasem o dużym sukcesie – zakończyła trenerka.