Mariusz Szewczyk: Piłka mi pomogła w życiu i w karierze

139

– Kiedy pojechałem na zjazd szefów Kolegiów Sędziów do Warszawy, dziwnie na mnie patrzono. Byłem najmłodszy, nikomu nie znany, bo nie sędziowałem wyższych lig, ale… – mówi Mariusz Szewczyk, w przeszłości piłkarz, sędzia, działacz sportowy i szef Kolegium Sędziów Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, od ponad 10 lat burmistrz Dębicy.  

Łukasz Pado: Kim bardziej czuje się Mariusz Szewczyk? Sędzią piłkarskim czy już samorządowcem?

Mariusz Szewczyk: Samorządowcem jestem od około dwudziestu lat, burmistrzem od kilkunastu. Sędzią przestałem być już dawno temu, choć nadal zdarza się mi założyć sędziowski trykot i posędziować jakiś towarzyski mecz czy turniej. Nie tak dawno sędziowałem mecz oldbojów Wisłoka Dębica – Cracovia, który m.in. zorganizował mój kolega Mirek Kalita. Miło było znów spotkać tylu znajomych na boisku i wspólnie z Tomkiem Borkowskim, Jackiem Lesiakiem poprowadzić to spotkanie. Ciągle czuję się dobrze z gwizdkiem i jak ktoś zaprasza, to raczej nie odmawiam.

Podczas XIX Gali Piłkarskiej Podkarpacka Nike, kapituła wybrała pana Samorządowcem Roku. Zaskoczony?

Poniekąd tak. Wśród nominowanych był też m.in. burmistrz Łańcuta czy Rymanowa. Moim zdaniem ten drugi miał szczególnie dużo osiągnięć, jeśli chodzi o wspieranie sportu. Kapituła najwyraźniej brała pod uwagę również wcześniejszą działalność. To miłe wyróżnienie, tym bardziej że Piłkarką Roku została wybrana Gabrysia Kaput z Resovii. To można powiedzieć moja rodzina, więc tym bardziej się cieszyłem.

Wśród powodów takiego wyboru w kategorii Samorządowca Roku 2022, wymieniano m.in. wsparcie klubów, ale jednym z głównych była modernizacja stadionu Wisłoki Dębica. Nie są to tanie rzeczy?

Nie są tanie i zdajemy sobie sprawę, że jak zaczniemy, to skończymy. Ważne, że ruszyła budowa nowej trybuny, będą nowe maszty oświetleniowe, parkingi. Wisłoka to bardzo ważny klub dla Dębicy i jego historia zasługuje na to, żeby był to godny obiekt. Od kilku lat niemal w każdej miejscowości coś się dzieje w kwestii infrastruktury sportowej i bardzo się cieszę z tego. Fajnie, że udało nam się pozyskać te środki na modernizację stadionu z programu Polski Ład i dołożyć do tego swoje. Trzeba będzie się trochę pomęczyć przez kilka miesięcy, bo duża trybuna będzie wyłączona na jakiś czas. Ale kiedy skończymy, to stadion będzie spełniał wymogi gry w 2 lidze.

To stadion, a piłkarsko, co pan sądzi o tym sezonie w wykonaniu Wisłoki? Pozycja w kontekście utrzymania wydaje się być bezpieczna, ale jednak z drużyny zimą odszedł trener Dariusz Kantor i kilku doświadczonych graczy. Nie obawia się pan o ich występy na wiosnę?

Nie obawiam się. Zbroimy się i jestem przekonany, że Dębica nie będzie odstawać. Nie obawiamy się meczów nawet ze Stalową Wola czy Wieczystą Kraków. Z tego co pamiętam, to ci drudzy przegrali w Dębicy ostatnio. Wierzę w drużynę i mocno jej kibicuję.

Skoro zapytałem o Wisłokę, to muszę też o Igloopol. W tym klubie w przeszłości nawet pan grał?

Staram się doceniać i wspierać wszystkie kluby z naszego miasta, bo wszystkim kibicuję równie mocno. W Igloopolu jest dużo pracy z młodzieżą i nie tylko w piłce nożnej. Są pływacy, hokeiści, bokserzy. To się rozwija, uczestniczy w tym dużo młodzieży. Oprócz tego muszę dodać nasz DAP Dębica, taki „diamencik” w piłce młodzieżowej. Im też musimy pomagać. Mamy w Dębicy też bardzo fajny klub karate, klub szachowy. Na pewno nie mamy takich pieniędzy, żeby dać tym klubom tyle, ile by działacze chcieli, ale każdy z nich dostaje jakąś część z budżetu, czy z innych programów pomocowych. Ważne jednak, żeby zachęcać firmy z naszego miasta do wspierania sportu. Kiedyś mieliśmy Stomil, który przekazywał duże pieniądze, teraz tego nie ma, choć niedaleko jest np. Romet, czy Olimp. Olimp mocno angażuje się w sport w całej Polsce, ale jest to głównie sport na bardzo wysokim poziomie.

W domu Szewczyków dużo mówi się o piłce nożnej?

Bardzo dużo. Ale to bardziej przez mojego wnuczka Mikołaja, który trenuje w DAP-ie. Gdyby go spytać o skład Realu z ostatniego meczu, to wymieni wszystkich graczy. Powie nawet co do minuty, kiedy padły gole. Ma chłopak dryg do piłki. Tatuś jego był piłkarzem i nadal jest wielkim fanem tego sportu. Ale z dziadkiem też lubi pokopać.

Pan też próbował swoich sił jako piłkarz?

Tak. Zaczynałem w juniorach MKS-u Dębica, gdzie mieliśmy znakomitą drużynę: Arek Śliwa, Edward Bieszczad, Jerzy Nowak, Stanisław Cieślak, Andrzej Szybist i kilku innych. Prowadzili nas trenerzy Staniszewski i Sosnowski. W 1982 roku zdobyliśmy 3. miejsce w Polsce w turnieju drużyn szkolnych, to był turniej rangi mistrzostw Polski. Potem kilku moich kolegów grało na szczeblu centralnym, m.in. Arek Śliwa w Igloopolu Dębica w 1. lidze. Ja po skończeniu wieku juniora automatycznie zostałem zawodnikiem Igoopolu, ale moja przygoda tam była bardzo krótka. Poszedłem do wojska, w tym czasie pograłem trochę w Stali Nysa, a gdy wróciłem, to skupiłem się już na studiach i pracy. Pozostało mi tylko kopanie w klasach A i B. Grałem w Baszcie Zawada, Bodzosie Podgrodzie, nieistniejącym już Parkoszu, Głowaczowej czy Borowej. Zazwyczaj grałem w obronie. Miałem też trafić do Lechii Sędziszów, gdzie trenerem był mój wujek Kazimierz Szewczyk, ale na kilku treningach się skończyło.

Już wtedy zaczęła się pana przygoda z sędziowaniem

Sędziowaniem zaraził mnie Tomek Podlasek. Bardzo mocno przyjaźniliśmy się, nawet mieliśmy takie rodzinne więzy, bo jego siostra i mój brat to małżeństwo. Mój pierwszy mecz sędziowałem na 10-lecie Bodzosu Podgrodzie. To był mecz Bodzosu z drużyną sędziów i padł pomysł, żebym to ja był sędzią tego meczu, a potem już poleciało. Dębica wtedy była w województwie tarnowskim, ale sędziowaliśmy mecze na terenie praktycznie całego dzisiejszego województwa małopolskiego. Pamiętam, że jeździliśmy do Krynicy, często mecze Wieczystej. Do dziś, kiedy tam mam okazję pojechać na mecz, to wiele osób mnie pamięta. Wtedy tych sędziów nie była zbyt wielu, to jak, ktoś studiował czy pracował, to mógł sobie w taki sposób parę groszy dorobić. Najwyżej sędziowałem, jako asystent w 3 lidze, jako asystent sędziego Kiełbasy. Jako główny, to już w niższych ligach. Późno zaczęła się moja przygoda z sędziowaniem i ze względu na wiek nie zaliczałem się do tych „perspektywicznych”. Takie były wtedy normy, zresztą do dziś tak jest.

Został pan szefem Kolegium Sędziów Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Jak do tego doszło?

W zarządzie nowego Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej osobą odpowiedzialną za sędziów był pan Andrzej Bińkowski. Szukał szefa Kolegium Sędziów. Zaprosił mnie, porozmawialiśmy i tak nim zostałem. Przyznam, że dla wielu było to dość dziwne. Przewodniczący sędziów nie był z Rzeszowa w dodatku chłopak, który sędziował tylko okręgówkę. Kiedy pojechałem na zjazd przewodniczących do Warszawy, też dziwnie na mnie patrzono. Byłem najmłodszy, nikomu nie znany, bo nie sędziowałem wyższych lig. Każdy się zastanawiał, kto to jest? Z czasem udało mi się złapać wspólny język, współpracę z innymi województwami i tak działałem. W tym czasie były też awanse naszych sędziów z Podkarpacia do wyższych lig, z czego byłem bardzo zadowolony.

W pewnym momencie uznał pan, że dość piłki i poszedł pan w politykę?

Musiałem zrezygnować z działania w Kolegium Sędziów, bo firma, w której pracowałem, planowała mnie wysłać na 3 miesiące do Niemiec. Byłem odpowiedzialny za zbyt wiele rzeczy w Kolegium Sędziów, m.in. obsady. Nie udałoby mi się tego koordynować zza granicy. Zrezygnowałem, funkcję przejął Jurek Wiącek, a ja ostatecznie na to szkolenie do Niemiec nie pojechałem. Jak zostałem politykiem? Myślę, że to też pomoc moich kolegów z piłki nożnej. Pierwszy raz jak wchodziłem do Rady Miasta Dębicy, to miałem chyba najmniejszą liczbę głosów, bo 98. Jestem przekonany, że w większości byli to moi koledzy sędziowie i piłkarze. Od tego czasu zaczęło się i przez 20 lat trwa ta moja przygoda z polityką. Uważam, że sport dużo mi pomógł, w sporcie nauczyłem się walki do końca, nieustępliwości. W ciężkich czasach zostałem szefem Kolegium Sędziów Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Piłka mi pomogła i jestem jej za to wdzięczny.