Niecodzienna inicjatywa arbitrów z Rzeszowa – 120 sędziów na obozie w Bieszczadach

180
Sędziowie z Podkarpacia na obozie w Bystrem

Stu dwudziestu sędziów z Podkarpacia wzięło udział w niespotykanym w Polsce pomyśle. Wyjechali oni w Bieszczady na obóz sportowo-szkoleniowo-integracyjny, który sfinansowali sami. Kolegium Sędziów Podokręgu Rzeszów organizuje takie wyjazdy od kilku lat, ale w tym roku padł rekord frekwencji.

Taki obóz to dość niecodzienna forma przygotowań sędziów do sezonu, którzy zazwyczaj zimą trenują indywidualnie lub w małych grupach. Podczas wyjazdu w Bieszczady sędziowie mieli okazję pobiegać w górach, podszkolić się i zintegrować w swoim środowisku. W obozie brali udział zarówno sędziowie, jak i panie, które związały się z sędziowaniem piłki nożnej, a różnica wieku dochodziła nawet do 40 lat, bo były zarówno osoby jeszcze przed 20 rokiem życia, a także tacy pod 60-tkę.

„W Bieszczadach zimą jest biało. To warunki, jakich każdy chce”

– Takie obozy organizujemy sobie sami, każdy płaci za siebie i każdy sam się dyscyplinuje, żeby jak najwięcej z takiego obozu wyciągnąć – mówi Mateusz Warzocha, sędzia 4-ligowy z Kolegium Sędziów w Rzeszów, który w tych obozach bierze udział od samego początku.

Czyli od kiedy?

– Od 2012 roku i teraz to był ósmy mój obóz, bo były lata, w których się one nie dobywały, m.in. w pandemii – mówi Warzocha. – Na pierwszych obozach byli tylko sędziowie z grupy Rzeszów, jeździliśmy w kilkanaście osób. Z czasem dołączyli do nas chłopaki z innych grup w naszym podokręgu z Mielca i Nowej Sarzyny. Tak było do 2020 roku, potem zaczęliśmy zapraszać sędziów z innych regionów województwa. Bieszczady w naszym regionie to szczególne miejsce i na wyjazd tam nie trzeba ludzi szczególnie namawiać. Każdy w dzieciństwie lub w szkolnych latach tam był i każdy ma sentyment do tego miejsca. Były lata, kiedy jechaliśmy w trzynastu, była bardzo brzydka zima, bez śniegu, ale pojechaliśmy. Musieliśmy biegać po błotnistych drogach, nie było takiego klimatu, jaki panuje tam zazwyczaj o tej porze roku. Na szczęście zazwyczaj w Bieszczadach zimą jest biało. To są warunki, jakich każdy z nas chce. Dodatkowym magnesem jest cena. Z tego ośrodka w Bystrem korzystamy już od wielu lat i możemy liczyć na specjalne warunki u właściciela. Zna nas już, ma do nas pełne zaufanie, do tego stopnia, że w wielu sprawach daje nam wolną rękę. Wie, że po naszym pobycie nie ma bałaganu, a jeśli nawet coś się przypadkiem uszkodzi, to załatwiamy takie sprawy od razu.

Jak tłumaczył nam Mateusz Warzocha, cały obóz ma cztery główne elementy: trening, szkolenie, integracja i konkursy. Trening kondycyjny odbywa się w warunkach górskich, śnieżnych. Uczestnicy biegają po lesie, jest też m.in. wbieganie na stok narciarski. Są interwały. Takie treningi są już od pierwszego dnia. Wieczorem zaś jest szkolenie i wspólna kolacja. Szkolenie audiowizualne prowadził doświadczony, były sędzia Andrzej Zwierzchowski, szef Kolegium Sędziów Podokręgu Rzeszów. Swoje panele miała też Ania Adamska, która była gościem.

– Szkolenia są bardzo ważne. Każdy sędzia wie, jak dynamicznie zmieniają się przepisy, interpretacje przepisów, a my nie możemy pozwolić sobie na to, że w trakcie meczu, czegoś nie wiemy. Oczywiście są też kursy i szkolenia w każdym podokręgu, ale tu jest dodatkowa okazja do wymiany opinii i doświadczeń – powiedział Mateusz.

Trzeci element obozu, to integracja, co jak twierdzą uczestnicy, w innym przypadku nie byłoby możliwe w tak dużej grupie. Szczególną popularnością cieszą się też organizowane na koniec obozu gry, zabawy i konkursy, w których można wygrać nagrody. Tradycją są już turnieje szachowe, tenisa stołowego, bilarda i… delux skijumping, czyli stara gierka komputerowa w skoki narciarskie.

Nie ma luksusów i zasięgu, ale jest gitara

Zdecydowana większość uczestników, to mężczyźni, ale zawsze jest też grupa kobiet, które sędziują mecze piłkarskie. Zapisy na tegoroczny obozy rozpoczęły się już w październiku, a na koniec wyszło, że chętnych jest więcej niż miejsc.

– W tym roku zarezerwowaliśmy cały ośrodek i niestety dla wszystkich miejsca zabrakło – mówi Warzocha. – Być może w przyszłym roku uda się zwiększyć liczbę, bo rozmawiałem z właścicielem i budowane są dodatkowe domki. Pytaliśmy w sąsiednich ośrodkach o ceny, ale są one dużo wyższe niż tu, a przede wszystkim, to już jest pewna odległość. A każdy chce być z grupą. Minusy? Dla jednych to minusy, dla innych plusy. Nie ma luksusów, ale jest w przystępnej cenie. Nie ma też zasięgu w telefonie. Tam jest totalna „czarna dziura”. Trzeba się nachodzić, żeby złapać jedną kreskę. Młodzi, którzy byli pierwszy raz, byli zdesperowani w szukaniu zasięgu. Dla tych nieco starszych, którzy na co dzień mają dość telefonów i życia w biegu, to było zbawienne. Choć na te trzy dni mieli ciszę i spokój, a w zamian za to był grill wieczorkiem, świetne towarzystwo, gitara, bo jeden z kolegów z Krosna zabrał i znakomita atmosfera. Nie ma takiej drugiej grupy w Polsce jak my.

Rzeszowscy sędziowie obozami zarazili arbitrów z pozostałych regionów z Podkarpacia. Pojawiły się osoby z Kolegium Sędziów w Dębicy i Krosna. Ci ostatni szczególnie złapali bakcyla, bo w tym roku było ich trzykrotnie więcej niż w poprzednim.

– W tamtym roku pojechało nas ośmiu, było fajnie, opowiedzieliśmy innym, jak to wygląda i w tym roku chętnych było już 25. Komuś może wydawać się, że to tylko trzy dni, ale to są codzienne treningi, bieganie, nawet trzy razy dziennie, wieczorem szkolenia z doświadczonymi sędziami, którzy tłumaczą interpretacje przepisów, radzą jak się zachować w trudnych sytuacjach, samemu nie raz trzeba dochodzić do tego bardzo długo – mówi Grzegorz Gądela, z grupy sędziów Krosno, którzy wykorzystali też okazję i aurę, żeby oddać się swojej kolejnej pasji, jaką jest morsowanie. – Choć terminarz był napięty, to między treningami i szkoleniami znalazł się też czas na integrację. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w czymś takim i jeśli za rok będzie kolejna okazja, to na pewno się zgłoszę.

To powinno być kontynuowane nie tylko na Podkarpaciu

Uczestnicy chwalili nie tylko poziom treningów i szkolenia, ale też znakomitą organizację.

– Nie jest to hotel pięciogwiazdkowy, mieszkamy w małych domkach, najczęściej po kilka osób i nie ma co ukrywać, przy takiej liczbie osób jest dość ciasno, ale nie słyszałem, żeby ktoś narzekała na złe warunki – mówi Mateusz Warzocha.

– To niesamowite, że ktoś to mógł tak dobrze dograć. Organizowałem niedawno zawody sportowe i wiem, ile to jest pracy. A tu wszystko grało. Grupy biegowe były odpowiednio dobrane. Ci najlepsi biegacze biegali z najlepszymi, a ci mniej wybiegani z osobami na swoim poziomie. Takie są realia, przecież na obozie były zarówno osoby, które miały 19-20 lat, jak i takie pod sześćdziesiątkę. Nikt nie zostawał z tyłu, każdy starał się równać do lepszych – powiedział Gądela.

Niemal sto procent obozu osób stanowili sędziowie z Podkarpacia, było jednak kilka osób spoza tego województwa. Jedną z nich była sędzia piłkarska Anna Adamska, doświadczona arbiter ze Świętokrzyskiego ZPN, która pełniła również rolę szkoleniowca. Ona też była pod ogromnym wrażeniem tego, co zobaczyła i czego doświadczyła.

– Przede wszystkim jestem wdzięczna za zaproszenie. Do dla mnie nowe doświadczenie. To bardzo fajna inicjatywa, która powinna być kontynuowana, cykliczna i to nie tylko na Podkarpaciu, bo to świetna okazja do integracji środowiska, wspólnych treningów i poszerzenia wiedzy z przepisów – mówi Anna Adamska, która podczas obozu wraz z Andżeliką Nowak z Mielca prowadziła warsztaty z zakresu współpracy zespołu sędziowskiego w trakcie zawodów. – Sędziujemy mecze 3 ligi mężczyzn i ekstraklasy kobiet, byłam u boku Moniki Mularczyk na meczach eliminacji mistrzostw świata. Doskonale wiem, jak ważna jest współpraca zespołu sędziowskiego podczas meczu i chciałam się tym podzielić z innymi. Mam nadzieję, że czegoś się ode mnie nauczyli, bo ja się od chłopaków z Rzeszowa nauczyłam, jak można fajnie zorganizować obóz dla sędziów. Zaszokowało mnie to, że na koniec obozu odbyła się świetna impreza, podczas której każdy mógł wygrać nagrody i to nie jakieś drobnostki typu długopis. To były naprawdę fajne nagrody, na przykład bon na pobyt w ośrodku dla sześciu osób na dwa dni. Dla mnie to było coś niesamowitego. Chciałabym jeszcze kiedyś pojechać na taki obóz i mam nadzieję, że jak będzie, to zostanę zaproszona – dodała.

Choć zima, to okres zdawałoby się martwy dla sędziów, to oni, jak piłkarze nie zapadli w sen zimowy. Obecnie na Podkarpaciu trwa pięć kursów sędziowskich naborowych, są też szkolenia, dla wszystkich aktywnych sędziów, którzy dzięki nim przygotowują się do egzaminów. Są turnieje halowe, na orlikach, czy balonach, a także setki meczów sparingowych na różnym poziomie.

– Tak jak piłkarze przygotowują się zimą na cały rok, tak i sędziowie. To jest naturalne, gdybyśmy nic nie robili całą zimę, to nie wiem, ilu z nas zdałoby potem egzamin – z uśmiechem kończy Grzegorz Gądela.