Grzegorz Pastuszak ma w zespole Polaków, Ukraińców, Kolumbijczyków, Hiszpana, Słowaka, a nawet Kongijczyka. Jak sobie radzi?

517
Grzegorz Pastuszak ma w drużynie zawodników z trzech kontynentów, fot. Konrad Kwolek

Cosmos Nowotaniec przebojem wdarł się do tegorocznych rozgrywek 4 ligi podkarpackiej. Beniaminek zakończył rundę jesienną na 2. miejscu w tabeli i z największą liczbą goli w lidze. O wrażenia po pierwszej części sezonu, pracy z zawodnikami z różnych krajów, goleniu głowy, kopaniu piłki w wieku 50 lat i ulubionym stylu gry porozmawialiśmy z trenerem Grzegorzem Pastuszakiem.

Łukasz Pado: Emocje już opadły po rundzie jesiennej? Odpoczął pan?

Grzegorz Pastuszak: Tych emocji, aż tak dużo nie było, bo jako trener beniaminka nastawiałem się na różne mecze. Podchodziłem z myślą o wygrywaniu i przegrywaniu, ale nie spodziewałem się, że tak dobrze nam pójdzie.

Dobrze? To mało powiedziane. Cosmos Nowotaniec po rundzie jesiennej ma 41 punktów i tylko oczko traci do lidera. Po pierwszych meczach wszyscy przecierali oczy. Pan też był zaskoczony, że ta drużyna tak gra?

Po skompletowaniu kadry nie byłem zaskoczony, że będziemy wygrywać, ale nie spodziewałem się, że aż tyle meczów wygramy. Czasu na skompletowanie drużyny nie było dużo, w niespełna miesiąc musieliśmy zbudować zespół. Nie będę kłamał, zawodników z ograniem na boiskach pierwszej ligi ukraińskiej, aż miło było prowadzić i trenować, a dodatkowo skorzystali na tym pozostali piłkarze, a było ich sporo, bo w całej rundzie zagrało 25 chłopaków. Wyzwaniem było to wszystko ogarnąć.

I jak się oddało to panu ogarnąć? Miał pan w składzie Polaków, Ukraińców, Kolumbijczyków, Hiszpana, Słowaka, a nawet zawodnika z Kongo…

Z angielskim daję sobie radę, po hiszpańsku nie rozmawiam, byłem jednak w stanie logistycznie tak to ułożyć, że jak była mi potrzebna pomoc, to zawodnicy trochę pomagali mi tłumaczyć z angielskiego na portugalski. Łatwiej mi było dzięki temu, że jestem w Cosmosie już trzy lata i już wcześniej byli u nas zawodnicy anglojęzyczni. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić i nauczyć, że aby była szybsza odprawa, to pewne rzeczy musiałem wytłumaczyć niektórym osobiście, wcześniej, m.in. dawałem im karteczki z wytycznymi. Trochę pomagała mi żona, bo uczy angielskiego. Jakbym sam chciał rozmawiać na odprawie w 2-3 językach to byłyby to nużące dla piłkarzy. Z zawodnikami z Ukrainy nie ma problemu, bo oni rozumieją język polski. Najważniejsza była logistyka i ustawienie sobie tego wszystkiego tak, żeby  nie trwało to zbyt długo i żeby przekaz dochodził do konkretnych osób. Mogę tylko powiedzieć, że ani jednej bramki nie straciliśmy przez błędy w komunikacji. Wszystko było pod tym względem ok. Choć nie jestem zadowolony, z ilości straconych goli przez nasz zespół.

Beniaminek nigdy nie ma łatwo, ale wy weszliście do tej ligi, można powiedzieć, wyważając drzwi. Który mecz panu najmocniej utkwił w pamięci?

Pierwsze 7 kolejek wygranych spowodowało, że wszyscy zaczęli podchodzić do nas, jak nie do beniaminka, tylko do drużyny z wyższymi aspiracjami. Takim punktem zaczepnym był mecz w Krośnie. Przegrywaliśmy 0:2 i wygraliśmy. To mi uświadomiło, że jest potencjał w tej drużynie, żeby być w czubie po rundzie jesiennej. Ani prezes, ani nikt z zarządu nie stawiał przed nami żadnych wygórowanych celów. Mieliśmy grać, a co przyniesie przyszłość, to się zobaczy. Cosmos był już w 3 lidze i nie skończyła się ta wizyta na 3-ligowych boiskach dobrze dla klubu. Teraz mi się wydaje, że jakby miała być walka o awans, to żeby nie było tak, że skończy się rozwiązaniem drużyny. Mnie w klubie wtedy nie było, ale każdy z działaczy, prezesów, którzy to pamiętają wie, jak to wszystko teraz pospinać, by się to nie powtórzyło. A co się stanie? Zobaczymy na wiosnę. Na razie jesteśmy przed rozmowami z prezesami na temat przyszłości i proszę mnie teraz o to nie pytać.

fot. Konrad Kwolek

Podobno ogolił pan głowę po wygranej z Karpatami. Co to była za historia?

Historia zaczęła się jeszcze przed sezonem. Gadaliśmy z chłopakami w szatni o tym, co zrobimy, jak się stanie, to czy tamto. Powiedziałem, że jak wygramy cztery pierwsze mecze, to golę głowę na łyso. No i po meczu z Karpatami, w szatni odbyło się strzyżenie, przy wszystkich.

Był najlepszy mecz, ten z Karpatami, a teraz najgorszy. Pewnie z JKS-em Jarosław, kiedy straciliście w doliczonym czasie dwa gole i przegraliście 3:4

Do tej pory nie jestem w stanie powiedzieć, co się stało na boisku. Specjalnie dwa razy oglądałem ten mecz potem na nagraniu, żeby się przekonać, co się stało i dalej nie wiem. Szacunek dla zawodników JKS-u, że się nie poddali. Miałem wrażenie, że  trener Grzegorz Baran robił w końcówce zmiany nie po to, żeby gonić wynik. Tymczasem jeden z tych graczy strzelił gola, drugi miał asystę. Mecz była fajny dla publiczności, bo otwarty, a ja lubię takie mecze. Nie lubię gry pozycyjnej, tylko lubię, jak się coś dzieje.

A kopie pan jeszcze w piłkę? Bo jesienią widziałem, że udało się panu zagrać w kilku meczach Pogórza Srogów Górny?

W paru meczach zagrałem, ale potem przyszła kontuzja kolana. Czekam na rezonans i oby to się nie zakończyło końcem kariery. Nie chciałbym już teraz i w taki sposób żegnać się z zieloną trawą, ale lata swoje są (Grzegorz Pastuszak ma 50 lat – przyp. autor). Są jednak jeszcze zawodnicy, nawet starsi ode mnie, jak choćby Mietek Ożóg, którzy grają i radzą sobie całkiem nieźle, ale trzeba mieć do tego zdrowie.

W przeszłości liznął pan większej piłki w Stali Sanok, kiedy awansowaliście do 2 ligi. Ogląda pan teraz polską ligę? Co się panu podoba?

Oglądam i można powiedzieć, że całkiem często, zagraniczną też. Ale nie mam ulubionej drużyny, czy to polskiej, czy zagranicznej. Za każdym razem jestem kibicem tej drużyny, która gra lepiej w piłkę, bo lubię oglądać dobry mecz. W latach 90-tych kibicowałem Milanowi, kiedy był na fali i miał w składzie słynną trójkę z Holandii, potem lubiłem Chelsea, był Liverpool. Czasem jestem za Barceloną, a czasem za Realem Madryt czy Atletico. Jeśli chodzi o Polskę, to zawsze najbardziej kibicowałem drużynom, które grają swoimi wychowankami.

A na mistrzostwach świata w Katarze są pana zdaniem fajne mecze?

Kilka było, ale było też kilka średnich i kilka słabych. Najbardziej na plus to zaskoczyła mnie Portugalia, bo gra ofensywnie i przynosi im to dobry skutek. In minus zaskoczyli mnie Belgowie i Hiszpanie. Bo mając porównywalny potencjał do Portugalii, nie wykorzystali go, a to przez zachowawczą grę.

Jakieś zajęcia poza piłką?

Uczę w szkole.