Henryk Kasperczak: Trzeba wyjść po zwycięstwo. Nie wolno nam kalkulować

113
Henryk Kasperczak na na Mundialu 1998 pracował jako selekcjoner reprezentacji Tunezji. fot. Łączy nas piłka

– To będzie pojedynek dwóch świetnych piłkarzy: Lewandowskiego i Messiego. My się zastanawiamy co zrobić z Messim, a Argentyńczycy – co z Lewandowskim – mówi przed środowym meczem z Argentyną Henryk Kasperczak, były piłkarz Stali Mielec i reprezentacji, srebrny medalista mistrzostw świata (1974) i selekcjoner m.in. Tunezji na Mundialu (1998).

Jakie są pana wrażenia po pierwszych meczach reprezentacji Polski w Katarze?

Różnie można to interpretować, ale najważniejsze, że po dwóch meczach jesteśmy liderem grupy i mamy duże szanse na awans. Walka będzie się oczywiście toczyć do samego końca, ale jedno jest pewne – to my mamy wszystko pod kontrolą. Powiem więcej – panujemy w tej grupie, jesteśmy liderem i wygrana lub remis dadzą nam awans. Ale będzie to trudne.

Punktowo, powiem szczerze, jest to co było przewidywane, więc nie ma żadnej sensacji. Jednak obydwa mecze były trudne. Z Meksykiem słabiej to wyszło, rywale byli bardzo wymagający i mieli swoje okazje, chociaż i my mogliśmy zdobyć gola z karnego i wtedy wynik byłby inny.

Wygraliśmy z Arabią Saudyjską, tak jak było w planach, ale to wszystko stało się po zwycięskim meczu naszych sobotnich rywali z Argentyną, co narobiło sporego zamieszania w naszej grupie. Być może dlatego wyszliśmy na mecz z Arabią bardzo zmotywowani i zagraliśmy dobry mecz. Było nowe ustawienie 1-4-4-2 i trzy zmiany w wyjściowym składzie, bo w „11” zagrali Milik, Frankowski i Bielik. Co było ciekawe – odzyskaliśmy świeżość, szybko graliśmy i tak ten mundial wygląda; bazuje na szybkości i technice. Było lepiej niż w Meksykiem – dużo kreacji w grze ofensywnej, co spowodowało więcej okazji bramkowych, poza dwoma golami mieliśmy jeszcze strzały w słupek i poprzeczkę, zmarnowaliśmy kilka innych sytuacji. A pamiętajmy, że Arabia zaskoczyła wszystkich wygrywając z Argentyną…

To dobrze, że nie graliśmy z nimi pierwszego meczu w turnieju…

Oczywiście, że tak. Wtedy nas mogliby zaskoczyć. Teraz już wszystko w naszych nogach i… głowach.

I nawet przy remisie w środę z Argentyną mamy pewny awans.

Henryk Kasperczak chwali naszą reprezentację za wygrany mecz z Arabią Saudyjską. Fot. Łączy nas piłka

Mentalnie trzeba wyjść po zwycięstwo. Nie wolno nam kalkulować, trzeba wygrać, bo to my w meczu z Argentyną decydujemy o wszystkim.

Które oblicze naszej kadry jest bliższe prawdzie – z meczów z Meksykiem czy Arabią Saudyjską?

Może cofnę się w czasie? Przecież z Arabią Saudyjską już po losowaniu mieliśmy mieć trzy punkty, bo jak nie z nimi, to z kim. To było do przewidzenia, choć nikt nie spodziewał się ich sensacyjnej wygranej z Argentyną, po której w naszej grupie wszystko zaczęło się gmatwać.

Z Meksykiem zagraliśmy średni mecz i to rywal miał przewagę z różnych elementach gry. W drugim meczu pokazał inny obraz gry – pozytywny, bo dobrze wyszliśmy na ten mecz. Była szybka piłka, idea gry, składne akcje ze skrzydeł, dośrodkowania i skuteczność. Potrzeba jeszcze więcej wiary przed Argentyną jeżeli chcemy wygrać.

Jak zagrać przeciwko Argentynie i Leo Messiemu, żeby nie przegrać?

Nie będę rozpatrywał tego meczu w kategoriach „jak nie przegrać” bo to nie ma sensu. Jestem optymistą i trzeba grać tak, żeby wygrać. Nigdy nie wiadomo co się zdarzy, ktoś może przecież na przykład zachorować, ale na miejscu selekcjonera postawiłbym na zwycięską drużynę, niech to powtórzą. Nie robiłbym zmian w „11” bo to ustawienie dało nam niezłego kopa.

Przydzieliłby pan plaster dla Messiego?…

To będzie pojedynek dwóch świetnych piłkarzy – Lewandowskiego i Messiego. My się zastanawiamy co zrobić z Messim, a oni – co z Lewandowskim. Na pewno Leo trzeba pilnować, żeby nie zrobił bałaganu, bo to człowiek, który zrobi wszystko dla Argentyny. Szczególnie trzeba uważać na niego jak wychodzi z piłką z głębi pola oraz na strzały z daleka, bo umie uderzyć zza „16”, jak w meczu z Meksykiem.

Jako były trener i selekcjoner kilku reprezentacji co by pan doradził Czesławowi Michniewiczowi przed ostatnim meczem w grupie?

Całej wewnętrznej otoczki nie znam, bo nie jestem tam na miejscu, ale po pierwsze postawiłbym na zwycięski skład. Ci ludzie dali nam satysfakcję z Arabią Saudyjską to niech im zaufa. Trzeba podejść psychologicznie do tego meczu tak, że trzeba strzelać braki i wygrać. Nie ma co kalkulować – grajmy to, co umiemy, bo pokazaliśmy z Arabią, że umiemy. Mentalnie trzeba ustawić zespół tak, że nie mamy nic do stracenia, jesteśmy liderem grupy i chcemy to potwierdzić.

Na pewno Wojciech Szczęsny jest w formie na Mundialu, dobrze grają tez obrońcy. A Robert Lewandowski czy Piotr Zieliński pana zdaniem?…

Czekaliśmy wszyscy na taką formę Szczęsnego, jaką ma w mundialu, obronił karnego, nie dał się pokonać w kilku doskonałych sytuacjach rywali. „Lewy” z Zielińskim zawiedli w pierwszym meczu, w drugim grali główne role, strzelili gole. Cały nasz kręgosłup zagrał bardzo dobrze z Arabią Saudyjską, czyli Szczęsnego, Glika, Krychowiaka, Lewandowskiego, do kręgosłupa dołożyłbym Bereszyńskiego. Pochwaliłbym więc tych, na których się narzekało, a do tego błyszczy młody Kiwior, nie zawiódł Milik, który miał szansę na gola, ale uderzył w poprzeczkę. Ogólnie w naszej grze jest więcej pozytywów niż negatywów.

Jak tam zdrówko u pana? Nadal mieszka pan we Francji?

Wszystko dobrze ze zdrowiem. A mieszkam tak różnie, trochę we Francji, trochę w Polsce.  

Co pan porabia? Nie ciągnie pana na trenerską ławkę?

W tym wieku (w lipcu skończył 76 lat – przyp. red.) już raczej nie. We Francji trenerzy w tym wieku już idą na emeryturę. Bardziej mógłbym pomóc swoim doświadczeniem, ale w innej roli.

Henryk Kasperczak został wybrany do „jedenastki” stulecia PZPN. Grafika: Łączy nas piłka

Co nad Sekwaną mówi się o grze „Trójkolorowych” bez Karima Benzemy, a co o naszej reprezentacji?

Dużo dobrych rzeczy. Benzemy na pewno brakuje, ale na razie Francuzi radzą sobie bez niego dobrze. Polskę też chwalą, ale głównie zajmują się swoją drużyną (uśmiech). Tak jest na całym świecie, dopóki twoja reprezentacja gra na Mundialu.

Wnikliwie ogląda pan turniej w Katarze. Zaskoczyło coś pana szczególnie?

Zaskoczyło mnie, jak większość kibiców, kilka wyników. Robię analizy meczów i zauważyć można, że dziś futbol polega na szybkości i technice, to dominujące elementy.

Coraz mniejszą różnicę widzę pomiędzy reprezentacjami z Europy i Ameryki Południowej, a „resztą świata”. Pan też?

Europa i Ameryka Południowa nadal dominują, choć trzeba zauważyć, że podniósł się poziom reprezentacji z Afryki, Azji czy krajów Arabskich. To już nie są chłopcy do bicia, pokazują się z dobrej strony i dorównują do zespołów z wysokiej półki. Życzyłbym sobie, żeby szczególnie afrykańskie zespoły, gdzie przez wiele lat pracowałem, miały dobry turniej. Może tak zwanym „czarnym koniem” zostanie reprezentacja Maroka, Ghany, lub Kamerunu?

Kogo typuje pan na mistrza świata?

Na dziś mamy kilku faworytów. Na pewno Hiszpania i Brazylia, które potwierdzają, że mają świetnych technicznie piłkarzy, grają dynamicznie, kreatywnie, szybko i skutecznie. Nie mogą też zapomnieć o Francji, która z tym zespołem zajdzie daleko. Mimo to szkoda, że nie ma Benzemy. Wrażenie robią też Chorwaci – ta czwórka to są według mnie faworyci do „złota”.

Dziękuję za rozmowę.