Sebastian Pawlak chce awansować z JKS-em do 3 ligi. Jak miał 17 lat grał z Arkadiuszem Milikiem

0
591
fot. JKS Jarosław

Sebastian Pawlak z JKS-u Jarosław został wybrany MVP 17. kolejki piłkarskiej 4 ligi podkarpackiej. W meczu z Igloopolem Dębica strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a jego drużyna wygrała 6:2. Zapytaliśmy go m.in. o to czy jego zespół awansuje do 3 ligi, jak mu się udaje łączyć grę w piłkę nożną z futsalem oraz czy pamięta swój debiut w reprezentacji Polski?

Łukasz Pado, Podkarpacki ZPN: Runda jesienna dobiegła końca. Nareszcie czy szkoda, że tak szybko?

Sebastian Pawlak: Patrząc na mecze z Głogovią, Łańcutem, czy wcześniejsze, to chyba dobrze. Ostatni z Igloopolem Dębica wyszedł nam dobrze, ale nie ma co ukrywać, że w kocówce rundy wpadliśmy w dołek i nie mogliśmy znaleźć środka, żeby się z niego wydostać. Nawet ten mecz z Izolatorem Boguchwała, wygrany 1:0, ale trzeba pamiętać, że przez większość spotkania graliśmy z przewagą jednego zawodnika, a na boisku jakoś nie było tego widać. Całe szczęście, że udało się skończyć zwycięstwem u siebie tę rundę. Moim zdaniem jesień była udana, ale niedosyt też zostaje.

Za ten ostatni mecz kibice wybrali cię MVP kolejki w głosowaniu na fanpage’u Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Dwa gole, asysta. Otrzymałeś ponad czterysta głosów. Jak podchodzisz do takich wyróżnień? Na zimno, czy jednak zdarza ci się zaglądnąć, jak idzie głosowanie?

Czasami zerkam na wyniki, bo moi koledzy też bywają nominowani. Nie tylko z JKS-u, ale też z innych drużyn, dlatego zdarza mi się nawet zagłosować. Na pewno jest to miłe, jak ktoś uznaje cię za najlepszego piłkarza. Mnie osobiście to napędza do lepszej gry, cięższej pracy. Ja w każdym meczu staram się, żeby moja gra wyglądała, jak najlepiej. Dziękuję kibicom, że na mnie głosowali, bo to w końcu dla nich gramy.

Najmilsze wspomnienia z rundy jesiennej dla ciebie to? Ostatni mecz?

Nie. Przede wszystkim pierwszy mecz z Polonią Przemyśl. Wygraliśmy 1:0, ale nie to było najlepsze. Wspominam ten mecz ze względu na kibiców. Frekwencja była super, a kibice spisali się na medal. Chyba pierwszy raz widziałem, jak ci dużo starsi kibice śpiewali razem z młodszymi, te przyśpiewki. To było coś. A potem? Wygrana z Cosmosem Nowotaniec, kiedy przegrywaliśmy 1:3 do 80. minuty, a skończyło się naszą wygraną 4:3. Cała drużyna pokazała, że zasługujemy na to zwycięstwo.

Zaczepię cię jednak o ten mecz z Igloopolem Dębica, bo zanim trafiłeś do siatki, miałeś z dwie, a może nawet trzy zmarnowane „setki”.

To nie tylko w tym meczu miałem okazje do gola, których nie wykorzystałem. Pod to można podpiąć pięć wcześniejszych kolejek. W ostatnich kilku meczach miałem może jedną asystę. Cieszę się, że ta seria się skończyła i w końcu trafiłem do siatki, bo z każdym meczem chciałem, jak najszybciej strzelić gola i chyba chciałem za bardzo, bo brakowało luzu i nic nie chciało wpadać. Zabawne jest też to, że zanim strzeliłem te dwa gole z Igloopolem, to byłem gotowy do zmiany. Kolega stał już przy linii, czekając na zmianę w momencie, gdy zdobyłem pierwszego gola. Potem sędzia pozwolił wznowić grę, poszła kolejna akcja i wpadł drugi mój gol. Cieszę się, bo brakowało mi tych goli.

fot. JKS Jarosław

Mówiliśmy o najlepszym meczu, to zapytam też o ten najgorszy. Pewnie porażka z Karpatami?

Najgorszy mecz myślę, że ten w Łańcucie. Łańcut miał dużo sytuacji, a my byliśmy nieskoncentrowani, wszystko szło nie tak. To najgorszy mecz drużynowo. Jeśli chodzi o mnie indywidualnie, to wskazałbym mecz z Głogovią. Strzeliłem gola, ale potem miałem okazję, żeby podwyższyć na 2:0 i zmarnowałem ją. Później oni strzelili i skończyło się 1:1.

W jednym wywiadzie ze stycznia mówiłeś, że chcesz z JKS-em awansować do 3 ligi. W pierwszym sezonie po powrocie nie udało się, ale rozumiem, że temat nadal aktualny.

Oczywiście. Ja jestem takim JKS-iakiem z krwi i kości. Tu na tym stadionie się wychowałem i zawsze to jest mój dom. Uważam, że nasz klub jest taki i ma takich zawodników, którym ta 4 liga nie wystarcza sportowo i każdy ma ambicję, by zrobić ten awans. Nasi kibice i to miasto zasługują na to. Na nasze mecze przychodzi po 500 osób i zawsze możemy liczyć na gorący doping z ich strony. Na pewno będziemy się starać robić swoje w każdym meczu i walczyć, żeby być jak najwyżej, ale konkurencja jest mocna. Są Karpaty Krosno, Cosmos Nowotaniec, Stal Łańcut, mocne zespoły, ale uważam, że stać nas na to, żeby je pokonać.

Łatwo nie będzie, Karpaty wydają się być bardzo zdeterminowane. To właśnie Krosno będzie waszym najgroźniejszym rywalem?

Z całym szacunkiem do innych drużyn, ale to rzeczywiście Karpaty wyrastają na głównego kandydata do awansu. Spodziewam się jednak, że każdy z zespołów będzie się chciał wzmocnić zimą i trzeba się spodziewać, że wiosną będzie jeszcze trudniej. Liczę jednak, że my też się wzmocnimy. Myślę, że bezpośredni mecz na JKS-ie z Karpatami będzie decydujący. Mamy rachunki do wyrównania z Krosnem, bo mimo że przegraliśmy 0:3, to nie musiało się to tak skończyć. Zadecydowały indywidualne błędy, a my też mieliśmy swoje szanse na gola i mogło się to różnie potoczyć.

Mówisz o wzmocnieniach. Są konieczne w waszej drużynie?

Uważam, że nasza drużyna jest bardzo młoda. Cieszy to, że w drużynie są juniorzy, że wychodzą i pokazują się z dobrej strony. Brakuje jednak czasem trochę doświadczenia, takiego piłkarskiego cwaniactwa. Myślę, że dwóch dobrych i doświadczonych zawodników, to byłby dla nas duży zastrzyk.

Zima nie będzie dla ciebie nudna, bo nadal grasz w futsal. Tu jednak nastąpiła zmiana. Z Heiro Rzeszów przeniosłeś się do beniaminka 1 ligi Eurobusu Przemyśl. Jak ci jest w nowej drużynie?

Po dwóch sezonach gry, na pewno trochę się wypaliłem w Rzeszowie i potrzebowałem takiego impulsu. Chciałem zmienić otoczenie, kolegów w szatni i teraz cieszę się z tego transferu. Nie mam do nikogo żalu, ale potrzebowałem czegoś nowego. Jakaś wielka nowość nie była to dla mnie, bo większość zawodników, z którymi gram występuje w 4 lidze, znamy się i nie było problemu z aklimatyzacją. Odpukać, fajnie zaczęliśmy i może uda nam się powalczyć o coś więcej niż tylko gra w 1 lidze. Myślę, że możemy powalczyć z „czubem” tabeli o minimum baraże do ekstraligi. Stać nas na to.

Po latach dominacji Heiro Rzeszów na Podkarpaciu przyszła nowa siła?

Jest nowa siła, to prawda, ale trzeba jednak pamiętać, że to Heiro jest prekursorem futsalu na Podkarpaciu. Ja dużo zawdzięczam temu klubowi. Dali mi szansę grać w 1 lidze, za co im szczególnie dziękuję. Prezesowi Łukaszowi Krawczykowi dziękuję, że mnie namówił na grę. Z czasem przychodzą nowe drużyny, futsal się rozwija i takim przykładem jest Przemyśl. W Rzeszowie wszystko jest poukładane, ale nasz prezes Mariusz Franków też znakomicie zajmuje się klubem i wszystko jest jak trzeba i to na najwyższej półce. Teraz górą jest Eurobus Przemyśl, ale ja życzę jak najlepiej drużynie z Rzeszowa, bo to mój pierwszy klub w pierwszej lidze i trzymam za niego kciuki.

Nie czekałeś, aż skończy się granie w 4 lidze i od kilku tygodni łączysz te dwie dyscypliny. Podobno koledzy się z ciebie trochę podśmiechują, że po meczu JKS-u pakujesz torbę na futsal.

Przed sezonem określiłem, zarówno w Eurobusie jak i JKS-ie, że moim priorytetem jest JKS i kiedy zdarzy się, że oba będą mieć mecz tego samego dnia, to wybiorę JKS. Na szczęście terminarz tak się układał, że nie było takiego problemu. Tylko raz było tak, że z Eurobusem mieliśmy jechać do Rudzy Śląskiej, a dzień potem był mecz JKS-u z Karpatami. To był jeden wyjątek i wtedy nie pojechałem z chłopakami do Rudy. Dziękuję prezesom obu klubów, że nie robią problemów, że mogę grać w obu drużynach, choć słyszałem pewne zarzuty od ludzi spoza klubu, że granie w futsal wpływa na moją formę, że jestem przemęczony. Ja uważam, że udaje mi się pogodzić jedno z drugim.

Nasza kadra gra teraz na mistrzostwach świata, ale nie wszyscy pamiętają, ale ty też kiedyś miałeś epizod w kadrze. 2011 rok i zgrupowanie reprezentacji U18 trenera Władysława Żmudy. Pamiętasz to jeszcze?

Pamiętam, bo to moje najlepsze czasy, jeszcze przed kontuzjami. Miałem niecałe 18 lat i wszystko stało przede mną. Ta cała przygoda, były perspektywy na duże granie. Kontuzja pokrzyżowała mi jednak plany. Zerwałem więzadła w kolanie, potem była długa kuracja, kolejny raz zerwałem więzadła. Gdzieś ten najlepszy wiek uciekł na leczenie kontuzji, bo łącznie nie grałem, można powiedzieć, przez 3 lata. Cieszę się jednak, że wróciłem i znów mogę to robić, bo po takich kontuzjach trudno wrócić na wyższy poziom. Wracając do pytania, to wspominam super to zgrupowanie. Byłem z kilkoma chłopakami, co potem trafili na szczebel centralny, jak np. Rafał Kurzawa.

To był czas, kiedy chciało cię kilka mocnych klubów. To też miłe wspomnienia…

Najlepsze są te z testów w Górniku Zabrze, gdzie trenowałem m.in. z Arkiem Milikiem.

Opowiedz coś więcej o tym…

To było w grudniu 2010 roku, zaproszono mnie na testy do Górnika do drużyny Młodej Ekstraklasy. Pierwszego dnia zaprowadzono mnie do szatni, ale jak się okazało, była tak mała, że nie było w niej już miejsca. Chłopaki powiedzieli, żebym się przebierał na korytarzu. Poszedłem więc, a tam już przebierali się dwa inni zawodnicy. To byli Arek Milik i Wojtek Król, przyszli na testy z Rozwoju Katowice. Pierwszego wszyscy znają, drugi też był świetnym piłkarzem, grał m.in. 1 lidze. Testy przeszedłem pozytywnie, niestety chyba źle zrobiłem, że nie skorzystałem wtedy z opcji przeniesienia do Zabrza. Wtedy nie wiedziałem, że przydarzą mi się te kontuzje.

A co z Milikiem?

Przebywając tam 2-3 dni, to pewnie wskazałbym kilku innych piłkarzy, którzy wtedy wydawali mi się lepsi i myślałem, że zajdą zdecydowanie dalej od niego. Wyszło coś innego. Arek musiał potem dużo pracować nad sobą. Sądzę, że dużo poświęcił, żeby dojść do takiego poziomu, na jakim jest obecnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj