Kazimierz Greń: Reorganizacja III ligi to będzie rzeź niewiniątek

Z Kazimierzem Greniem rozmawiamy o podkarpackiej piłce, polskiej reprezentacji, reformach i zmianach wprowadzanych przez PZPN.

1 3

Jaki to był rok dla podkarpackiej piłki nożnej?

Nienajgorszy, ale chciałoby się, aby był lepszy. Po cichu liczyłem, że któryś z naszych klubów awansuje do I ligi. Dobrze wypadły nasze reprezentacje na arenie krajowej. My patrzymy nie tylko na piłkę seniorską, ale oczywiście również na młodzieżową. Mnie cieszy, że obyło się bez większych wpadek, nie było burd i tego typu zdarzeń.


Któreś z rozstrzygnięć plebiscytu pana zaskoczyło?

Tak zadecydowała kapituła w demokratycznych wyborach. Należy sobie jednak powiedzieć wprost, że jest to zabawa i tak należy do tego podchodzić.

Myśli pan, że w przyszłym sezonie zobaczymy, któryś z podkarpackich klubów na zapleczu ekstraklasy?

Bardzo na to liczę i na spotkaniach noworocznych w podokręgach właśnie tego życzyłem naszym przedstawicielom w II lidze. Należy pamiętać, że nie tylko pieniądze decydują o powodzeniu. Mądrze kiedyś powiedział Henryk Kasperczak, że gdyby one o tym decydowały, to Arabia Saudyjska byłaby mistrzem świata. Potrzebne jest też szczęście, ale przede wszystkim odpowiednia grupa ludzi.

Często mówi się, że na Podkarpaciu jest głód piłki, ale tak naprawdę widać to tylko w Mielcu…

Mielec jest ewenementem na skalę krajową. Kiedy był w czołówce na meczach był komplet. Jak było trochę gorzej to i tak na mecze chodziło po 3 tys. ludzi. Tam jest ogromne zapotrzebowanie na piłkę na dobrym poziomie.

Frekwencja na meczach w Rzeszowie jest tragiczna…

Faktycznie jest z tym źle. Czasem słyszę „Panie zrób ekstraklasę, to ludzie będą chodzili”. Ale to nie jest zadanie Podkarpackiego ZPN, tylko klubów. Wszystko zależy od działaczy i miast. Gwoli ścisłości w całej Polsce frekwencja nie jest najlepsza. Frekwencję napędza też reprezentacja. Po tym, jak mistrzostwo świata zdobyli siatkarze Asseco Resovia od razu sprzedała więcej karnetów. Gdybyśmy mieli w Rzeszowie I ligą w piłce, to uważam, że było by 12 tysięcy ludzi na meczu. Każdy chce oglądać sport na wysokim poziomie, a nikt nie przyjdzie na mecz, gdzie się nic nie dzieje.


Zaskoczyło pana to, co osiągnęły w ubiegłym roku Karpaty Krosno?

I to bardzo mocno. Wydawało mi się, że Stal Rzeszów, jako spadkowicz, będzie dominowała w tej lidze. Drugą typowałbym Resovię, a tu się okazało, że wszystkich pogodziły Karpaty Krosno. Na szczęście, że to nasz zespół, a nie lubelski (śmiech). Koszula zawsze bliższa ciału.

Ubiegły rok należał do siatkarzy, ten się zaczął od brązu piłkarzy ręcznych. Teraz czas na tych biegających po zielonej murawie?

Przed naszą drużyną jeszcze sporo trudnych wyzwań. Najbliższy mecz gram w Irlandii, a czekają nas jeszcze wyjazdy do Szkocji i Niemiec. Udało się historycznie pokonać Niemców, co cieszy, ale to awansu nam nie daje. W hurraoptymizm popadać jeszcze nie można.

Kadencja obecnego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej minęła półmetek. Jaki to był czas?

Jest dobrze, ale nie tak, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Zrobiono kilka fajnych rzeczy, m.in. kluby I i II ligi zostały zwolnione z opłat sędziowskich. Za strzał w „10” uważam również stworzenie Centralnej Ligi Juniorów. Wcześniej nasze czołowe zespoły miały tylko kilka wymagających spotkań w sezonie, a teraz mogą się mierzyć z Wisłą Kraków, czy Legią Warszawa. Jeśli każdy mecz jest o coś, to wtedy podnosisz swojeumiejętności. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia.

Pana zdaniem reforma III ligi jest niezbędna? To dobry pomysł?

Ja jestem jej przeciwnikiem. Nam się bardzo dobrze współpracuje z Lubelskim ZPN, z którym na przemian prowadzimy rozgrywki. Krytycznie się wypowiadałem na temat tych zmian na spotkaniu prezesów wszystkich związków, na którym obecny był prezes Boniek. My jesteśmy mistrzami świata w reorganizowaniu rozgrywek. Moim zdaniem to będzie rzeź niewiniątek. Równie krytycznie odnosiłem się do reorganizacji ekstraklasy. Jakoś Niemcy, Anglicy, czy Francuzi nie wpadają na takie pomysły, żeby dzielić ligę, a do tego zabierać punkty. Z pełną krytyką należy jednak jeszcze poczekać. Skoro to wprowadzono, trzeba dać temu czas. Frekwencja jednak wcale nie wzrosła, co było jednym z argumentów za tymi zmianami.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że jeździ za piłką i ma okazję zwiedzać. Krótko mówić „klawe” życie…

Na pierwszy rzut oka tak to by mogło wyglądać. Posłużę się jednak przykładem z ostatniego czasu, kiedy byłem w Szczecinie, gdzie grała nasza futsalowa kadra. Każdy dzień wyglądał niemal tak samo: hotel, spotkanie, hala, spotkania, hotel. Tak więc czasu za wiele na nic innego nie ma, a jak już się trafi, to człowiek myśli tylko o odpoczynku. Faktem jest, że odwiedziłem wiele krajów na całym świecie, ale w większości prywatnie i za własne pieniądze.

Miał pan okazję oglądać mundial w Brazylii na żywo. Jakby pan porównał tą imprezę do Euro 2012 w naszym kraju i na Ukrainie?

W Europie jest to bardziej zorganizowane. A propos mojego pobytu w Brazylii opowiem jedną anegdotę. Po meczu Niemcy – Portugalia, w którym nasi sąsiedzi nie dali szans rywalom wracałem jednym busem z Adamem Nawałką i mówię do naszego trenera „Adam, co powiesz na grę Niemców?”. On się odwrócił i mówi „odkryłem ich słabe strony”. Miał rację…

Cały czas jest pan w rozjazdach. Kiedy już się trafi wolna chwila, to co panlubirobić?

Tak naprawdę to tego wolnego za wiele nie ma. W weekendy są przecież mecze. Żona mnie zapytała, kiedy ją wpiszę w kalendarz. To świadczy o tym, jak wiele jest obowiązków.

Autor: Rozmawiał Miłosz Bieniaszewski