super-nowosci

PIŁKA NOŻNA.
Kazimierz Greń o reformach w polskiej piłce, Waldemarze Fornaliku, powrocie Crasnovii do IV ligi, walce w sądzie i współpracy ze Zbigniewem Bońkiem.

Bońka słucham, ale nie zawsze się z nim zgadzam

Kazimierz Greń, który kieruje Podkarpackim Związkiem Piłki Nożnej, a równocześnie jest członkiem zarządu PZPN i szefem komisji Futsalu, na brak zajęć nie narzeka, ale jak twierdzi do wszystkich pełnionych funkcji przykłada się sumiennie.

– Dwa dni w tygodniu przebywam w Warszawie, gdzie załatwiam sprawy w PZPN. Pozostałe cztery, bo pracuje też w sobotę, spędzam w Podkarpackim ZPN, gdzie też jest co robić.

– To zacznijmy na początek od PZPN-u. Trochę ostatnio cicho o działalności piłkarskiej centrali i reformach jakie obecny zarząd miał podejmować.

– Pracujemy cały czas, a że nie w świetle kamer? Cóż ciężka i żmudna robota to nie jest ciekawy temat dla mediów. Ale staramy się robić swoje, często ostro się o to spierając, bo członkowie zarządu i prezes Zbigniew Boniek, mają różne spojrzenie na pewne sprawy. Czasem trzeba ustąpić.

– I pan ustępuje?

– W pewnych sprawach lepiej zrobić krok w tył, aniżeli iść w zaparte. To jednak nie znaczy, że jeśli w PZPN będzie się działo źle, będę na to biernie patrzył. Co to, to nie.

– Co pan sądzi o pozostawieniu na fotelu selekcjonera Waldemara Fornalika?

– Prezes Boniek uważa, że jako zarząd powinniśmy prezentować jedno stanowisko. Czy jednak każdy z nas nie może mieć własnego zdania na ten temat i móc go wyrażać?

– To jakie jest pańskie?

– Odpowiem tak, ciągle gramy mecze ostatniej szansy i tylko tyle z tego wynika. Jeśli Fornalik nie będzie dalej pracował z kadrą, a kontrakt wygasa mu w grudniu i w braku awansu na mundial trudno sobie wyobrazić jego przedłużenie, nie lepiej by w meczach o punkty, nowy selekcjoner, mógł budować drużynę już na kolejne eliminacje?

– Zostawmy PZPN i skupmy się na naszym podwórku. Do IV ligi wróciła w końcu Crasnovia.

– I bardzo dobrze się stało. Klub został wciągnięty i wykorzystany przez pewnych ludzi, którym nie podoba się moja osoba, a marzy się rządzenie Podkarpackim-ZPN, do ich prywatnych rozgrywek. Zgodnie z zarządzeniem UEFA, klub, który wystąpi na drogę sądową przeciwko związkowi, nie wyczerpawszy procedury wewnątrzzwiązkowej, należy zawiesić. Jako zarząd Podkarpackiego ZPN nie mieliśmy wyboru. Na szczęście w Krasnym znalazły się rozsądne osoby, wybrano nowy zarząd, odcięto się od ludzi, którzy jak już mówiłem wykorzystali Crasnovię do swoich gierek i wreszcie zaistniały nowe okoliczności, dzięki którym mogłem wnioskować do odpowiedniej komisji Podkarpackiego –ZPN o ponowne rozpatrzenie wniosku o przywrócenie klubu do rozgrywek. Szkoda tylko, że klub stracił kilka miesięcy na piłkarskiej banicji.

– Co to były za okoliczności?

– Zarząd klubu zdecydowanie odciął się od działań osób, które będąc w jego poprzednich władzach, podważyły legalność ostatniego zjazdu wyborczego Podkarpackiego ZPN, kierując sprawę na drogę sądową. Ponadto władze Crasnovii podpisały zobowiązanie, że nie roszczą sobie pretensji do naszego związku.

– Crasnovia gra w IV lidze, ale Podkarpacki- ZPN nadal musi walczyć w sądzie o potwierdzenie legalności ostatniego zjazdu.

– We wrześniu mamy kolejną rozprawę. Zarzuca się nam, że zrobiliśmy wybory półtorej miesiąca przed terminem, do czego mieliśmy prawo, bo w statucie nie ma zapisane, że kadencja musi trwać dokładnie cztery lata. Ponadto prokurator dopatruje się nieprawidłowości wyborze delegatów, wybranych w powiatach, a nie w okręgach. Tymczasem statut naszego związku daje nam do tego prawo. Dodam, że już raz sąd przyznał nam rację, ale sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia.

– Czy w przypadku niekorzystnego werdyktu, Podkarpacki-ZPN musi w ogóle uznawać taki wyrok, skoro sprawa nie była rozpatrywana przed organami PZPN? Przecież to do nich w pierwszej kolejności powinna zostać skierowana.

– Też się zastanawiam. Dlatego właśnie Crasnovia została zawieszona, bo to jej były działacz zamiast do organów PZPN, ciąga Podkarpacki-ZPN przed sąd powszechny. Powiem szczerze, jestem zmęczony, tym że zamiast całą energię koncentrować na działalności w Podkarpackim-ZPN i PZPN, muszę jej część tracić na obronę związku przed atakami frustratów, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że nie otrzymali mandatu do sprawowania władzy od delegatów podczas wyborów.

Rozmawiał Piotr Pezdan