Niecodziennego wyczynu dokonał Dawid Dopart z Tytana Konieczkowa. 17-latek zdobył w meczu z Orłami Jabłonka 10 goli, a jego zespół wygrał wyjazdowy mecz 17:0.

To było szalone starcie, na które Tytan pojechał w zaledwie 12-osobowym składzie. Wynik meczu otworzył w 2. Minucie Karol Pieniążek, ten sam gracz podwyższył na 2:0, a potem posypały się gole na całego. Do przerwy było 11:0. Dawid Dopart potrzebował dziewięciu minut by ustrzelić cztery gole, przed zmianą stron dołożył kolejne dwa, a po przerwie powtórzył wyczyn, cztery gole w 9. Minut.
– Dawid to fajny i pracowity chłopak i ma papiery na grę w piłkę – ocenia prezes i zarazem trener drużyny z Konieczkowej Łukasz Brożek.
Zawodnik mieszka blisko stadionu, w piłkę grać zaczął na podwórku, potem trafił do klubu Aramix Niebylec właśnie do trenera Brożka, który pracował tam z drużynami młodzieżowymi. W Konieczkowej wówczas nie było klubu piłkarskiego. Następnie trafił do Akademii Stali Rzeszów, ale postanowił wrócić do swojej miejscowości, gdzie w 2024 roku powstał Tytan. Na co dzień piłkarz uczy się w szkole w Strzyżowie i pracuje w firmie prezesa klubu.

– Dawid był wcześniej pomocnikiem, a jak była konieczność, to nawet stał na bramce czy zagrał w obronie. Przed tym sezonem odszedł od nas nasz napastnik i trzeba było szukać kogoś na tę pozycję. Trener przesunął na nią Dawida i jak się okazało był to strzał w dziesiątkę – mówi Paweł Wolan, skarbnik klubu i jeden z piłkarzy. – On też miał kilka propozycji z innych klubów, ale zdecydował się pozostać u nas, w domu.
– Ten mecz z Jabłonką, to jest nagroda dla tych chłopaków, którzy grają u nas. Choć początki były trudne, to byli z zespołem. Zazwyczaj to my dostawaliśmy od innych, to my przegrywaliśmy mecze, ale chłopaki się nie zrazili. Grali, walczyli, bo chcą, bo to im sprawia przyjemność. Tego dnia to oni wygrali, oni strzelali gola za golem, to oni po meczu cieszyli się ze zwycięstwa – mówi Łukasz Brożek, który zakładał klub w Konieczkowej, a dziś jest jego głównym sponsorem.
– Gmina zbudowała obiekt, kilka lat temu dzięki dofinansowaniu. Początkowo miał być na różne wydarzenia, festyny i być może dla drużyny piłkarskiej, jeśli taka inicjatywa powstanie – opowiada Paweł Wolan, skarbnik klubu i jeden z założycieli. – Powstała i cieszę się, że mogłem w tym pomóc naszemu prezesowi.
– Żal było patrzeć jak stoi koło domu obiekt i marnieje – dodaje Brożek.
Tytan mimo znakomitego ostatniego meczu nie należy do czołowych klubów w swojej okolicy i istnieje od niedawna. Klub założono w 2024 roku. W pierwszym sezonie zespół zajął przedostatnie miejsce w strzyżowskiej klasie B, rok później było podobnie: 10 punktów zdobytych, 18 porażek i ponad sto goli straconych.
Po dwóch latach klub przeniósł się do klasy B w Podokręgu Krosno, choć administracyjnie powinien być w Podokręgu Rzeszów.
– Jesteśmy praktycznie ostatnią miejscowością w powiecie strzyżowskim, tuż przy granicy z powiatem brzozowskim. Dzięki przeniesieniu się mamy m.in. bliższe wyjazdy na mecze i generalnie bliżej nam do tamtejszych klubów – tłumaczy Paweł Wolan, skarbnik klubu i jeden z założycieli.
Początki w nowej grupie nie były obiecujące. Tytan uległ 1:4 LKS-owi Golcowa, a następnie 3:6 Orkanowi Markowce. Po pierwszym meczu z trenowania drużyny zrezygnował Krystian Kalemba.
– Jest też piłkarzem w 4 lidze. Jak grał w Nowotańcu, to jeszcze był w stanie dojeżdżać, przeniósł się do Wiązownicy i musiał zrezygnować – wyjaśnił skarbnik.
Rolę trenera przejął Brożek, ale… – Szukamy kogoś na to stanowisko, bo tych obowiązków, jako prezes mam za dużo, a trzeba jeszcze pracować – tłumaczy włodarz Tytana.
Drużyna jest zróżnicowana, są starsi piłkarze, ale też nie brakuje chłopaków, którzy mają po 17, 18 czy 19 lat. Większość, którzy zaczynali w 2024 roku, grała w sąsiednich miejscowościach. Wielu jednak z piłką miało do czynienia jedynie na podwórku. Jednym ze starszych w zespole jest Kotaro Yabe, 35-letni Japończyk.
– Dowiedziałem się przez jeden z klubów z okolicy, że jest chłopak, który szuka klubu, Japończyk. Wtedy mieszkał w Krakowie, a teraz mieszka u nas. Trochę mówi po polsku, trochę po angielski i tak się dogadujemy. Jest już u nas drugi rok i chyba dobrze się tu czuje – wyjaśnia prezes. Jak dodał włodarz klubu w drużynie wszyscy grają dla przyjemności i nie płaci się zawodnikom za grę.

Obecny rok nie jest łatwy dla drużyny z Konieczkowej, bo zarząd spóźnił się z wnioskiem o dofinansowanie z gminy i jest zdany tylko na siebie.
– Mam swoją firmę, to mogę sobie pozwolić, żeby jakoś wspomóc finansowo, byśmy mogli grać w lidze – tłumaczy Łukasz Brożek. – Na przyszły rok już dopilnujemy terminów i myślę, że uda się zdobyć dotację, to może być impuls do tego, żeby ruszyć z kolejnym pomysłem i rozpocząć treningi z grupami młodzieżowymi. W Konieczkowej na pewno nie brakuje chłopaków, którzy chcieliby zagrać u nas – zakończył.
691 244 602 – Łukasz Brożek/.